Reklama

Przygoda ze szczupakiem.

06/03/2011 19:20
W czerwcu kiedy pogoda nam sprawia figle bo raz jest ciepło a raz jest zimno to jest dla mnie najlepszy miesiąc na łowienie różnych ryb.

Na przykład jak temperatura była między +12-+15 stopniami i jest pochmurno oraz pada mały deszczyk nie ulewa wybieram się na szczupaka,mam swoją miejscówkę gdzie prawie zawsze miałem jakieś brania.

Miejscówka jest na jeziorze Borówno Małe w małej zatoczce gdzie po obu stronach są trzciny i zarośla podwodne.A więc biorę dwa zestawy zrobione na żywca i jeden wyrzucam po lewej stronie a drugi po prawej na hakach mam założone dwa niewielkie japonce na głębokości ok 1do 1,5 metra i czekam.Najwięcej brań miałem między godziną 16 a 18.W końcu na prawe wędzisko jest branie powoli spławik jest wciągany pod wodę i widzę jak płynie w stronę środka jeziora 20cm pod powierzchnią tafli wody,myślę sobie pewnie jakiś ołówek bo tak jak by nie miał siły wciągnąc propa pod wodę liczę do 40-stu i zacinam i niespodzianka kij ładnie się wygina a kołowrotek pięknie piszczy i wypuszcza żyłkę bo szczupak ciągnie jak oszalały ale ja sobie myślę zmęczę go bo na zestawie nie mam plecionki tylko żyłkę 0,2 i nie chciał bym tej rybki stracic,powoli zwijam żyłkę na mocno popuszczonym sprzęgle i czuję,że szczupak ładnie walcz bo raz idzie w bok a raz w stronę środka jeziora w końcu mam go już z 5 metrów od brzegu i go widzę a najlepsze jest to,że podbierak jest w samochodzie ale nic jakoś sobie poradzę.Powoli podciągam go do brzegu mam go już tuż na wyciągnięcie ręki i nagle szczupak zobaczył mnie dał dyla z 20 do 30 metrów od brzegu,ręce mi się trzęsły i cały drżałem ale nie było mi zimno,chyba adrenalina zrobiła swoje,ale nic walczę z nim dalej bo żyłka jest cała,myślę sobie co za spryciarz i znowu powoli ściągam go do brzegu i znów mam go na wyciągnięcie ręki i co szczupak znowu wyrwał najdalej jak potrafił i tak zrobił mi 6 raz aż w końcu za 7 razem był tak zmęczony ,że przy brzegu wywracał się na grzbiet powoli żyłką podciągam go na brzeg łapie pod skrzela i już go mam był bardzo głęboko zacięty a japońca miał w gardle.

Walka z tym szczupakiem trwała ok 25 minut miał 85cm i ważył 3.200kg nie jest to jakiś gigant ale był bardzo waleczny.Mało by było tego bo dopiero co jednego szczupaka zdjąłem z kotwicy i byłem zmęczony a patrzę,że drugiego propa nie ma rozglądam się czy nie odpłynął w trzciny ale nie podnoszę wędzisko i zwijam powoli żyłkę aż poczuję opór bo nie wiem ile prop jest pod wodą i gdzie jest.Poczułem opór i zaciąłem ,jest ,siedzi na tej wędce mam plecionkę więc targam go do brzegu na skręconym sprzęgle ,widzę go jakieś 10 metrów od brzegu ściągam ale czuję że to już nie będzie taka sztuka ale nic zabawa jest przednia choc jestem zmęczony po pierwszym szczupaku.Mam go przy nodze więc mu pomagam lekko butem wyjśc na brzeg ,jest już na brzegu i tak jak przewidywałem,że będzie mniejszy i był, miał 75cm i ważył 2.500kg .

Przygoda w ten deszczowy dzień była piękna skończyła się na trzech szczupakach ale ostatni poszedł z powrotem do wody.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama