70 zawodników stawiło się do rywalizacji w Ciechanowie nad Odrą o Puchar Amosa. Organizatorem zawodów był klub spinningowy Czakuszka Leszno. Odra na tym odcinku jest mi bardzo dobrze znana, ponieważ walczyłem tu już drugi rok podczas eliminacji do Grand Prix Polski. Postanowiliśmy z kolegami z klubu sprawdzić się po raz kolejny na rzece, która potrafi tak jak Wisła uczyć spinningistów pokory. I nie myliłem się...
Już na samym początku zaskoczył mnie bardzo wysoki stan wody. Trenujący dzień wcześniej koledzy z innych klubów nastawili nas optymistycznie. Rybki bardzo dobrze brały. Po sygnale startowym udałem się na znane mi główki. W 5 rzucie mam okonia 19.5 cm. Myślę, nie jest źle. Kolejne obławianie warkocza i klatki nie przynosi żagnego rezultatu. Przenoszę się dwie główki bliżej stanowiska sędziowskiego, tam gdzie podczas eliminacji złapałem sandacza. Łapiąc na główkę 3 gr. I fioletowego twistera wyciągam kolejnego okonka 20 cm.
Przez następne 30 minut nic się nie dzieje. Wiążę trok i do boju. Kilka rzutów i mam okonka 18.5 cm, kilka mniejszych wraca do wody. Kolejny rzut pobicie i mały okonek jest holowany do brzegu. W odległości około 7 metów następuje potężne zawirowanie wody i holowany okonek staje w miejscu. Delikatnie piodciągam kijem do góry, a tu następuje odjazd żyłki. W pierwszym momencie nie bardzo wiem o co chodzi. Szybko jednak dochodzę do siebie, okonka zaatakował duży szczupak. Tylko co dalej? Żyłka 0.12 bez wolframa i delikatny kijek. Ryba sunie w środek klatki, a ja patrzę na znikającą żyłkę z kołowrotka. Postanawiam lekko przytrzymać i wtedy następuje luz. Ściągam zestaw jest cały, tylko brakuje holowanego okonka. Ryba zerwała go z zestawu. Super adrenalina szkoda tylko, że takie zakończenie. Zresztą, pewnie i tak by uciął lub zerwał żyłkę.
Wychodzi słońce i do końca zawodów nic się nie dzieje. Schodzę do wagi z trzema okonkami, myśląc że dziś poległem. Jednak jestem zaskoczony wynikami. Tylko 3 szczupaki na granicy wymiaru, jeden boleń, klenik i pojedyncze okonki. Trzy rybki dały mi wysokie 9 miejsce, kolega Leszek z dwoma jest 13, Rafał z 1 gdzieś około 20 miejsca. Połowa uczestników wraca bez ryby i co ciekawe, większość to miejscowi tubulcy znający wodę od podszewki. Odra po raz kolejny uczy pokory. Fajna impreza, dopisała pogoda, humory tylko rybek zabrakło.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze