Otóż latem wybraliśmy się z żoną i wnuczką na tygodniowy pobyt w naszym ośrodku wędkarsko-wypoczynkowym w Bukowie. Nasze Koło miało tam, (chyba jeszcze ma),teraz to już nie wiem, bo zmieniłem adres zamieszkania na inne województwo i obecnie należę do innego Koła. Mieszkaliśmy w wynajętej przyczepce campingowej, które były na stanie naszego Koła. Z trzech zbiorników, które tam są, jeden jest zbiornikiem specjalnym, drugi jest udostępniony dla wszystkich, a trzeci tak jakby zapomniany. Zarybialiśmy tylko dwa. Ale już wracam do tematu, otóż ten zbiornik pożwirowy około 16h,(kiedyś można było pić wodę z niego, niestety po powodzi został strasznie zamulony) był zarybiony na jesieni, ale jeszcze zdarzało się ,że jakiś karpik od czasu do czasu pobrał. Łowiąc na tym zbiorniku kilkadziesiąt lat, przekonałem się ,że najlepsze brania karpia (i nie tylko karpia) były między 4.30 a 5.30. Więc rano budzę się o 4 robię sobie kawkę i na pomost, do którego miałem 22 kroki. Zarzucam jedną wędkę z kołowrotkiem na spławik, a druga to bat 8m. Grunty na obu wędkach ustawiłem wieczorem. Spławiki są jeszcze nie bardzo widoczne, więc mocuje do nich taśmą izolacyjną świetliki, które jak tylko robi się widno, zdejmuję i zanoszę do lodówki. Świetliki trzymane w lodówce wystarczały mi na trzy dni świecąc nimi tylko po godzinie dziennie. Na bata nęcę "płociówką" a na drugi spławik sypie pół puszki kukurydzy. Po chwili, (ale już po zdjęciu świetlików) na bacie spławik lekko "tańczy" i wolniutko zaczyna odpływać.Zacinam i mocne przytrzymanie, kilka raptownych uderzeń i po wszystkim - luz. Spławik jeszcze chwilę pokręcił się na moim łowisku i odpłynął razem z całym zestawem. Patrzę na zegarek BYŁA godzina 5.15. W tym dniu nie miałem już brań, posiedziałem do 8. Na drugi dzień znowu wstaje o 4 robię kawkę i na pomost, łowię już inaczej. Obie wędki, ale już z kołowrotkami zarzucam w okolicach urwanego wczoraj zestawu. Jakie moje wielkie zdziwienie, gdy widzę, że na moim łowisku widzę TRZECI spławik!!!! Tak to ten urwany wczoraj zestaw. Na zegarku jest dokładnie !! 5.15. Ściągnąłem szybko jedną wędkę próbując trafić i zahaczyć urwany zestaw, ale nie udaje mi się to. Do 8 znowu bez brań. Licząc na to ,że karp z moim zestawem pojawi się znowu, wieczorem przygotowuje spinning , na który zakładam dużą kotwicę i dwie duże śruciny, rzucam tym zestawem sprawdzając czy trafię w to miejsce. Wszystko OK. Na trzeci dzień znowu szykuje się o 4 rano. Zabieram ze sobą przygotowany spinning i czekam. Już mniej interesują mnie brania, tylko czy pan karp będzie punktualny. Na myśl o nim ciarki przechodziły po moim ciele. Przypłynie czy nie?. Nareszcie zbliża się godzina 5.15 (spinning stoi rozłożony) JEST ! ! ! Spławik bardzo majestatycznie kiwa się na boki przytapia się odpływa, wraca. Szybko uruchamiam spinning- kilka rzutów, ale niestety nie udaje mi się trafić i po chwili odpłynął na dobre. Na czwarty dzień, niestety już się nie pojawił. Myślę, że albo go ktoś inny złowił, albo po prostu zaczepił o rośliny podwodne i tam został, bo chodziłem po brzegu "pod wiatr" i szukałem go. Niestety nigdzie go nie było. Buków to bardzo trudne łowisko, ale do końca wędkowania złowiłem dwa karpie jeden 1.20, a drugi 1.50 kg.i kilkanaście płoci. Przygoda z punktualnością ryb, (a może tylko karpi?), bo jestem przekonany na 100%,że to był pan karp, utkwiła mi na całe życie w pamięci. P.s. Każda ryba walczy inaczej i już po pierwszych uderzeniach jej na haczyku można się domyśleć z kim mamy do czynienia. Pozdrawiam Bogdan.
Komentarze