Reklama

Reanimacja połamańca czyli przerabiamy gruntówkę na feedera - cz. 1

06/04/2010 21:20

Niedziela uraczyła mnie ładnym, prawie 80 dag, krąpiem. W poniedziałek rodzina pojechała na wycieczkę do Wrocławia, zatem nie namyślając się długo wskoczyłem do samochodu i hejaaaaa - nad Odrę do pobliskiego Rakowa. Zestawy do wody, krzesełko na trawę i można się opalać - wtedy jeszcze tak nie wiało. Przyjechał braciszek, popatrzył jak wyciągam pierwszą płotkę, pojawiła się wracająca z wycieczki rodzinka, postali chwilę, pogadali, pojechali.

W końcu odrobina samotności... No ale wszystko co dobre się szybko kończy, przydreptali znajomi chłopcy - mieszkańcy Rakowa, popatrzyli że coś złowiłem i za 3 minuty już stali z rozstawionymi wędkami. Dokoła pustki, muszą stać akurat koło mnie? Szlag trafił samotnię, trudno się mówi :)

W ferworze zacinania kolejnego brania zaczepiłem szczytówką o samochód. Trzask i po wędce. Kurna, wędki z Tesco po 20 zl/sztuka mam już niezniszczalne od 7 chyba lat a tu taka prawie nówka sztuka, super duper gruntóweczka, z 10 razy na rybach była i poszła... Trzeba było tak blisko parkować? Trzeba było?

Żeby nie było - pokazałem młodzieży, że prawdziwi twardziele nie dość, że wyczują branie, to jeszcze skutecznie zatną i targają ryby z wody nawet jak wędka nie ma szczytówki :)
Ostatecznie poniedziałek zakończył się kilkoma płociami w siatce i kilkunastoma zwróconymi naturze. Pewnie zaraz odezwą się ci wszyscy "NO KILL" i mnie ukrzyżują, ale co mi tam... Uwielbiam ryby. I łowić i jeść.

Do tej pory kombinowałem łowić na Odrze a to z bombką zawieszoną na żyłce, a to z elektronicznym sygnalizatorem, ale powiem szczerze - to nie działa, rzeka ciągnie, żyłka napięta i zostaje wyczuwanie brań na szczytówkach/wędzisku. Prawie jak DS, ale bez takiej fajnej czułej szczytówki. No dobra, myślę sobie, w końcu jest okazja zanabyć prawdziwego feedera (każdy powód jest dobry, nie? :)) A przy okazji myśl - jak w "Pomysłowym Dobromirze": przerobię mojego połamańca na feedera - tylko dobiorę w sklepie szczytóweczkę i spróbuję ją wkleić.

Dzisiaj do pracy hyc hyc do sklepu, kupiłem wędkę - prawie najtańszą, żeby nie było. Feederek jak się patrzy, 3,9 metra, 30-80 gram, w sam raz dla mnie, i tak koszyków cięższych niż 60g nie zakładam. Do tego 2 szczytóweczki luzem - do połamańca, jakąś niby super duper feederową żyłkę i parę innych drobiazgów. W domku sprawdzamy z tatuśkiem - szczytóweczki pasują do mojego teleskopika, włożyłem jedną, siedzi dość ciasno, no to "trzymaj Tatuś wędkę, sprawdzimy jak z wytrzymałością...". Naginam, naginam i sruuuuu, wędka poszła się paść w drugim miejscu - akurat tam gdzie się kończyła włożona do rurki teleskopu szczytóweczka :P. Nie przewidziałem tego, że szczytówka jak naprze miejscowo na cienką ściankę teleskopu to nie ma siły, szlag go trafi. Po tym eksperymencie jest już metoda: trzeba szczytówkę wkleić tak, zeby w środku nie miała ani odrobiny luzu i dodatkowo wzmocnić z zewnątrz.

No to mieszam żywicę, naciapałem jej do rurki ile się da, naciapałem na szczytówkę, osadziłem, z zewnątrz połączenie wzmocniłem wklejoną tulejką mosiężna - od przelotki z teleskopu, żywicą i tkaniną szklaną na długości kilkunastu cm. Żeby to jakoś wyglądało - podebrałem żonie wstążeczkę :) i obkręciłem stygnącą żywicę. Jutro jeszcze z wierzchu całość "polakieruję" żywicą. Efekty widoczne są na zdjęciach :) Wygląda koszmarnie, ale jeśli tylko przeżyje pierwszy rzut do wody - będzie działać. Zapowiedziałem szanownej małżonce, żeby w najbliższy piątek nie czekała z obiadem - prosto po pracy jadę nad Odrę na testy wynalazku :)
Pracowite popołudnie - nie ma co. Pozdrawiam wszystkich McGyver"ów.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama