Niedziela,poranek i telefon od kolegi "no to jak tam,jadymy?"no jadymy bo jakby by inaczej w końcu 15-ty luty to i tak co najmniej o 45 dni za pózno na rozpoczęscie sezonu. Ok.14.30 melduje sie na przystanku gdzie Hajnel juz czeka czyli teraz tylko 20 minut +piętnaście z buta i ...tegoroczny debiut.
Spacerek i czas na podjęcie decyzji bo do wyboru dalszy marsz na zabie albo bliżej na dzikolek o którym już pisalem i wiem na pewno że okonia tez tam troszkę jest wiec po rozpatrzeniu za i przeciw padło na ten niepozorny stawik.
Minęlismy działki ,przed nami pole no i coś co dało nam do myslenia bo ewidentnie wydeptana ścieżka nad staw a dalej nic nie ma czyli wędkarze tu zaglądaja,już ze skarpy widac na lodzie ślady po otworach czyli chyba wybór dobry, tu dodam ze otwory mniej wiecej układały się w dwie równolegle linie czyli wniosek ze ktos przed nami musiał nieżle znac łowisko czyli szanse jakieś są.
Pierwsze odwierty pół godzinki i ? nic zwróciłem uwagę że łowimy na zacienionej stronie i być moze jest tu nieżle ale rano gdy właśnie wtedy docieraą tu promienie słońca a że tu coś jest potwierdzał fakt że przy dwóch przeręblach były minimalne slady krwi.
Niestety ani blaszka ani mormyszka nie skłoniła żdnej ryby do brania ,no może poza jednym epizodem jak mniej więcej w połowiwe głębokości miałem niezłego pstryczka ale niestety jedynego, Hajnel odpuscił już sobie i zajął sie swoim drugim hobby czyli fotografią twierdząc że dziś z tego nic nie będzie
Ja nie odpuściłem do konca i powiem Wam że mimo że efektu nie było to akumulatory naładowałem a widok jaki nam sprawiła natura a dokładnie zachód słońca widziany przez las był wart tej wyprawy. na koniec mała ciekawostka - temp.ok.+7 a na odwiertach po ok dziesięciu minutach tworzył się delikatny lodzik
POŁAMANIA !
wędkarstwo podlodowe
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze