Reklama

Rekodowe wakacje

06/09/2012 13:51
Ciepłego, bezwietrznego dnia pod koniec maja, z braku zajęcia postanowiłem wziąć spinning i ruszyć zapolować na zębatego. Nad jeziorem zameldowałem się ok godz. 17.30. Po szybkim złożeniu zestawu, zabrałem się do wyboru najodpowiedniejszej przynęty. W oko wpadł mi 9 cm Ripper koloru białego z czarnym grzbietem i czerwoną główką. Na tym zbiorniku ta kompozycja kolorów była zabójcza na szczupaka niestety na małego. Jak na potwierdzenie tej teorii po ok. 40 min, złapałem szczupaczka 36 cm. Szybkie wypięcie i do wody. Po tym nastała cisza, po dziesiątkach (jak nie setkach) rzutów i różnych kombinacjach z przynętami, zrezygnowany zmieniłem na jakże znajomego mi białego Rippera. Po paru rzutach, poczułem branie, ale coś mi nie pasowało, ryba całkiem inaczej walczyła niż znane mi dotąd szczupaczki. Po krótkim holu okazało się, że to całkiem spory garbus. Po wyciągnięciu z wody miarka pokazała 32 cm, jest to jak do tej pory mój największy okoń. Kolega, który próbował swoich sił z linem, złapał maluszka ok 26 cm. Jakie było jego zdziwienie gdy zobaczył garbuska. Zadowoleni wróciliśmy do domu. Spragnieni dalszych rekordów jeździliśmy na ryby prawie codziennie. Jak się wkrótce okazało czas miło spędzony nad wodą nie poszedł na marne.
Ten dzień pamiętam dobrze, jakby to było wczoraj -16.06. postanowiliśmy zbadać nowe jeziorko w odległości ok 15 km od mojej miejscowości. Na ryby wyruszyliśmy ok. 14, gdyż jechaliśmy rowerami. Na miejscu byliśmy mniej- więcej o 16. W czasie naszej podróży pogoda diametralnie się zmieniła, zrobiło się duszno i ryby przestały żerować. Bez efektów obeszliśmy jedną stronę zbiorniku. Zaczęło grzmieć- postanowiliśmy przeczekać burzę pod daszkami nieopodal jeziora. Gdy burza przeszła, a z nieba spadały ostatnie krople deszczu, wyszliśmy z nadzieją na lepszy połów. Po paru rzutach, postanowiłem założyć na agrafkę woblera własnej produkcji o bardzo silnej pracy. Kilka rzutów i nic... więc dalej próbuje swoich sił. Na trzecim pomoście z kolei dostrzegłem potencjalną kryjówkę mojego celu- kępkę lilii. Daleki wyrzut i silne uderzenie, ale zaraz po tym brak walki i hol tak jakby kępki wodnej roślinniści. Dopiero w odległości od 10 metrów od kładki zobaczyłem to, co do niedawna uważałem za zaczep. Był to szczupak i to nie byle jaki. Największy jakiego widziałem w swoim krótkim życiu! Jego hol był zadziwiająco prosty, brak walki z jego strony- dosłownie dał się ciągnąć jak duża sterta podwodnej roślinności. Schody się zaczęły dopiero w odległości 5 metrów od kładki, krótkie odjazdy, wyskoki i piruety w powietrzu, to widowisko jakie nam zasponsorował. Gdy już się zmęczył, zauważyliśmy jeszcze jeden problem- zapomnieliśmy podbieraka, jednak kolega wykazał się zimną krwią i wyciągnął szalejącego jeszcze szczupaka ręką. Na brzegu kolejny szok!!! Kotwice przy woblerze były niemal, że proste a ryba trzymała się na jednym haku, który zamiast się odgiąć jak pozostałe, zagioł się jeszcze bardziej. Miarka wówczas pokazała 76cm i jest t o kolejna życiówka pobita w te wakacje. Mówią, że w miarę jedzenia apetyt rośnie i w pełni się z tym zgadzam. Teraz liczę na jesienną trzy-cyfrówkę. Zobaczymy co szczęście przyniesie.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama