Tym razem nie wybraliśmy się na rybki w piątek gdyż nasze dzieciaki zaczęły uczęszczać do szkoły. Wybraliśmy się dopiero w sobotę po południu. Celem wypadu był sum i brzana i nieźle zaopatrzyłem się tym razem w ser na brzankę. Już od samego początku dzwoneczki feederów grały jak należy co niestety nie wyrokowało dobrze w temacie suma gdyż już z doświadczenia wiem że kiedy żywiec bierze jak szalony to sum przycicha.
Kiedy wyciągałem kolejnego leszcza znów jak w przypadku środowej zasiadki szczury okradły mnie z całego sera i zasiadkę na brzanę znów szlag trafił. Złapaliśmy też małego węgorza ale i to jest sukcesem bo w tym roku mamy ich na koncie tylko kilka. Na ostatni kawałeczek sera uderzył ku uciesze moich szkrabów mały sumik i na tym skończyło się brzanowanie ;)
Niestety z braku moich ulubionych woblerów bez sterowych które pogubiłem na zaczepach w środę nie podjąłem się nawet próby spinningowania za sumem, natomiast Kasia miała pierwszą przygodę życia w łowieniu na spinning. Kiedy ja zajmowałem się dziećmi i rozkładałem sprzęt Kasia wzięła w garść swój spin który dostała ode mnie we wtorek, kilka przynęt i zniknęła na 2 godziny (co ja narobiłem, teraz będę miał urwanie głowy, trzeba było jej kupić warcaby ;)) Po około 2 godzinach nagle słyszę w walkie talkie że zaraz wraca bo jest cala mokra. Pewnie się potknęła myślę i śmieję się w duchu bo i do takich sytuacji spinningując trzeba przywyknąć ;) 10 minut potem widzę moje słoneczko z całym tyłeczkiem mokrym i brudnym a do tego spodnie do kolan mokre ;)
Okazało się że podczas spinningowania Kasia założyła mały kilkucentymetrowy wobler którym to już wyciągałem mniejsze sumy i zaczęła nim rzucać. W pewnym momencie nagle coś na niego uderzyło, Kasia zacięła lecz to nie był okoń bo nagle tak przywaliło że kij się wygiął w pałąk a Kasia stojąc bliziutko lustra wody aż fiknęła koziołka po czym ryba się spięła ;) Nie ma co ale jej to się bardzo spodobało i twierdzi że jeszcze go dorwie ;) Noc minęła nam bezsennie bo pięknie skubały płocie, krąpie i leszcze (właściwie mi bo Kasia chrapała smacznie z dzieciakami).
Rano na karpiówkę nagle piękny odjazd i holuje coś do brzegu. Oporu większego nie ma ale jednak coś się szarpie od czasu do czasu nieporównywalnie do holu karasia 60cm złapanego miesiąc temu. Po doholowaniu do brzegu i wprawnym podebraniu przez Kasię okazuje się że to....karaś i to nie byle jaki. 53cm i 3.25kg to już naprawdę karasisko a wziął na kulkę 16mm o smaku Secret z firmy EFB. Pomny na niedawne komentarze na temat mojego karasia 60cm postanowiłem tym razem dużo dokładniej go obfotografować żeby uniknąć zbędnej dyskusji czy to karp czy karaś.
Dzwoniłem też do znajomych karpiarzy od kilkunastu lat łowiących na Sekwanie i stwierdzili że to znak bo w tym czasie nigdy nie złapali karasia na kulkę. Nie są też to karasie kupowane u chińczyków które ktoś mógł wpuścić do Sekwany bo te są zupełnie inaczej ubarwione. Zasiadka brzanowo sumowa zakończyła się pięknym karasiem (nie licząc schrzanionego prze ze mnie i z mojej winy brania suma) zatem nie można jej zaliczyć do nieudanych. Trochę tylko dzieciaki marudziły że tak krótko byliśmy Pozdrawiam wszystkich ;)
Komentarze