Zbliżała się sobota /dzisiejsza/ jak zwykle kontaktowaliśmy się z Irkiem /mój wypróbowany kumpel od wędki/ jak byśmy ją chcieli spędzić...Od lat utrwalił się zwyczaj wędkarskiego wykorzystania wolnej soboty , gdy jeszcze pracowałem, a teraz, na emeryturze, choć mam same wolne od pracy dni to jakoś przywykłem do umawiania się na "wolną sobotę"... Tym razem poważne obiekcje - z mojej strony - po-chodziły ze strony pogody. Od kilku dni panowała bardzo słoneczna aura co ani dla wędkarza ubranego w stosowne ciuchy, ani dla pstrągów, które nie noszą okularów przeciwsłonecznych i pewnie z tego powodu w bardzo słoneczną pogodę na otwartą przestrzeń wodną wypływać nie lubią - jednym słowem taka aura jest raczej wbrew i dobrych wyników nie zapowiada. To w zestawieniu z poceniem się dawało podstawy do poszukiwania opcji : blisko domu i na krótko, żeby nie było żalu wracać po 2-3 godzinach wczesnoporannego wędkowania. Ostateczną decyzję mieliśmy podjąć w piątek. Kiedy zadzwonił Irek okazało się, że jego "forum dyskusyjne" wybrało wariant PLAŻA w Międzyzdrojach...! No bo zapowiada się taka żarówa, że tylko leżeć na plaży...! No cóż, nie, to nie! Zostawszy samotnym i niezależnym jak jakiś solidarnościowiec albo cóś takego podjąłem decyzję = ROBIE SWOJE !!! Bardzo wcześnie wstałem, spakowałem co trzeba, jedzenie i picie, piesek do towarzystwa i heja!!! Na łowisku /solowa mała rzeczka, sory nic więcej nie pamiętam.../ byłem ok.5,30. Z wielkim zaskoczeniem podziwiałem lekki szron na łące przy samej rzece, która dziwnie mocno parowała... Po jakichś 30-tu min. od rozpoczęcia łowów mam widoczny atak i szczęśliwie wyholowuję pierwszą rybę, która ma nieco ponad 36 cm. No więc już jest dobrze, będzie przepyszny tatarek a dzień dopiero się zaczyna...Przez następną godzinę mijałem same płytsze fragmenty i tylko w jednej zwężce kucnął mi okonek19cm. Kiedy po szronie porannym już zaczęło ostro dopiekać słoneczko przysiadłem w cieniu zaprzyjaźnionego -duetu Dąb obejmujący Brzozę- na niewielkim pagórku przy rzeczce, by zjeść co mam i chwilę odsapnąć. Mijała godz.10-ta. Postanowiłem jeszcze obłowić odcinek kręty, okolony wypasanymi łąkami i zwężonym korytem z wysokimi brzegami. To mimo już "niskiej wody" daje dość miejsca aby się grubsze ryby mogły na otwartych blatach dna przemykać... Miałem jeszcze około pół godziny łowienia i wtedy w ciasnym zakręcie przywala mi w blaszkę potok całe 40cm!!!! Udany hol i natychmiastowe zakończenie wędkowania w tym dniu jakże nieoczekiwanie szczęśliwym... No i czyż nie jest słuszne Hasło : RÓBMY SWOJE PANOWIE...!
Komentarze