Reklama

Rodzinny wyjazd na ryby z miłym akcentem

22/08/2012 19:22
Wyjazd na Jezioro Otmuchowskie był planowany z dużym wyprzedzeniem. Jednak o mały włos i byśmy nie pojechali (w samochodzie „posypała” się skrzynia biegów). Jednak wszystko poszło zgodnie z planem, a samochód został naprawiony dosłownie tydzień przed wyjazdem. Pojechaliśmy sporą grupką (9 osób) w piątek 17 sierpnia.


W ośrodku PZW w Sarnowicach, gdzie wynajęliśmy domki naszego Koła z Brzegu, miała się odbyć także impreza urodzinowa dziadka, który we wrześniu kończy 60 lat. Mogę napomknąć, że razem z bliższą rodziną sprawiliśmy mu super prezent. Był to namiot karpiowy TRAPERA z odsuwaną podłogą i narzutą oraz bardzo wygodne łóżko karpiowe.

Po przyjechaniu na miejsce i rozpakowaniu całego majdanu zabraliśmy się za zlokalizowanie dobrego dna do położenia naszych zestawów. Ja miałem postawić dwa feedery (Jaxon Futura Pro – bardzo zacne kijki), dziadek podobnie, a wujek nastawiał się na sandacza. Wypłynęliśmy pontonem z echosondą i po kilkunastu minutach pływania wiedzieliśmy w jaki sposób będziemy łowić. Następnie rozłożyliśmy wędki i wywieźliśmy zestawy. W gorące południe nie było co liczyć na porządne brania więc włączyłem centralkę i poszedłem do naszego domku.


Gdy zaczęło robić się ciemno, po paru meczach w siatkówkę, wziąłem parasol, fotel i parę kocy, które mi się niewątpliwie przydały, ponieważ noc nie należała do najcieplejszych, poszedłem nad wodę. Po chwili doszedł wujek z dziadkiem. Tata od razu mówił, że przyjechał wypocząć (chociaż też dużo wędkuje) więc tylko do nas niekiedy schodził. Na jeden haczyk dałem dwie kukurydze, a na drugi czerwone. Łapałem na koszyk do, którego rozrobiłem naprawdę porządnej nęty licząc, że pomoże mi to w złowieniu naprawdę dużych leszczy. Jednak nawet to nie zadziałało. Przez całą noc kombinowałem z przynętami i atraktorami, ale mogłem tylko pomarzyć o braniu. Pojedyncze pyknięcia sygnalizatora otumaniały mnie w nocy.


W następną noc miała się odbyć impreza dla dziadka więc każdy wyciągnął wędziska i tri-pody do pokrowców. Tylko wujkowi udało na spinning zaciąć ładnego bolenia i szczupaka -52cm. Po nocy przespanej pod gwiazdami nastał następny piękny, słoneczny, sierpniowy dzień. Popatrzyłem na rozłożony spinning i pomyślałem dlaczego by na niego nie spróbować. Ponieważ woda zakwitała i przy brzegu było pełno „zielonych glutów” założyłem sporych rozmiarów twistera w białym kolorze na głowce 12g. Poszedłem na plażę z podbierakiem i wędką (Shimano Catana BX270M). Pierwszy rzut i nic. Wszedłem trochę głebiej do wody by oddać dalszy rzut. Drugi rzut i chwila kręcenia kołowrotkiem i czuje jak wędka się gnie. Zacięcie i chwila walki z rybą. Przy brzegu po wykonaniu majestatycznej „świecy” już wiem, że złapałem swojego pierwszego szczupaka w życiu. Sprawnie podebraną rybę zmierzyłem przy domku chwaląc się rodzinie. Zębaty miał 58 cm długości i był moim pierwszym szczupakiem w życiu. Po zrobieniu paru zdjęć szybko biegnę wypuścić go do wody.


Po tym przeżyciu na pewno więcej zaangażuje się w łapanie na spinning, ale i tak wędkarstwo spławikowe (szczególnie tyczka) będzie na moim pierwszym miejscu.

Pozdrawiam, Michał Wietrzyński
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama