Reklama

Rozczarowanie

13/07/2011 20:02
12 lipca 2011 roku wybrałem się na popołudniowy wypad nad zalew czorsztyński ( w godzina od 14.00 do 19.00); moje plany a co za tym idzie i marzenia były ogromne. Pogoda idealna – nieduży wiatr ze wschodu, temperatura około 20 – 23° C, lekkie zachmurzenie, tak żeby zbytnio nie dokuczał i upał i jaskrawe światło. Jednym słowem marzenie.
Rzut oka na kalendarze brań – stwarzał jeszcze większą nadzieje: w jednych pisało „dobre” w innych była czarna rybka a na „wędkuje” dwie rybki; czyli jednym słowem tylko siadać i łowić.
Zajechałem nad zalew – moja falsztyńska zatoka; wędkarzy jak zwykle latem jest tam sporo i wtedy też było sporo – ale przecież wakacje, każdy co ma trochę wolnego – kocha wędkowanie, czas spędza nad wodą.

Przygotowuje stanowisko; zanęty, przynęty; oczywiście nadziei na udany połów nie muszę szykować – jest gotowa od wielu dni, od czasu zaplanowania tego wyjazdu i w ogóle.

Na przynętę mam białego robaka, czerwonego robaka (dżdżownicę „3”), kukurydzę.

Zanęta to:
1. bułka tatra, kasza kukurydziana, ciastka (szkolne), wanilia (cukier waniliowy) i anyż
2. bułka tarta, ciastka szkolne, zaprawa piernikowa
wszystkiego nie dużo, po około 30 – 40 dkg całości w formie suchej

Zaczynam łowić – dwie wędki:
1. gruntówka z koszyczkiem zanętowym – biały robak (do koszyczka wymiennie powyższe zanęty)
2. spławikówka – odległościówka – kanapka biały kukurydza i wymiennie kukurydza czerwony (wymiennie powyższe zanęty)

Pogoda cudowna, cisza, z tyłu w roślinnym gąszczu słychać brzęczenie pszczół (część krzewów jeszcze kwitnie), nad wodą przelatują pary mew; od czasu do czasu leci kaczka krzyżówka; w oddali słychać a co najważniejsze widać skaczące ryby i rośnie w sercu nadzieja – bo plusk przybliża się do miejsc, gdzie zarzucona jest przynęta gruntówki. Wiatr staje się coraz mocniejszy, rośnie fala – jednak nie są to podmuchy, które kładłyby spławik a fale go nie zatapiają.
Od czasu do czasu należy przerzucić wędki , zarówno spławikówkę jak i gruntówkę, co też robię, jednak…
Właśnie po raz kolejny stwierdzam, że coś jest nie tak… Obok mnie siedzący wędkarze, też tylko kontemplują przyrodę – przerzucając wędki z nadzieją na branie (jakiekolwiek branie), zaspakajają się pięknem przyrody, ale nic nie łowią – nie ma tego zrywu do wędki, gdy zatapia się spławik, gdy szczytówka się gnie i drga albo piszczy sygnalizator brań.

Po kilku godzinach zasiadki wracam do domu, w duchu jestem szczęśliwy – tak odpocząłem, naładowałem się na kolejny dzień ale…
Nad zalewem (a może tylko nad zatoką falszytyńską) tak zakończone wyprawy, w tym roku, to norma; norma, która trwa od końca maja. Być może co niektórzy szczęśliwcy zakończyli wyprawy udanymi połowami – jeżeli chodzi o mnie i moich znajomych, którzy bywają nad zalewem a szczególnie przy Falsztynie – prześladuje pech…? Czy też to jest efekt braku zarybień przez O/PZW w Nowym Sączu oraz przez Koła PZW korzystające z tego zalewu.
To, że O/PZW zarybiło w tym roku zalew rożnowski i czorsztyński głowacicą – nie oznacza, że głowacica zasili rybostan tych akwenów. Dlaczego nikt nie dba o nasze składkowe pieniądze; przecież opłacamy składki i żądamy aby osoby którym zaufaliśmy i powierzyliśmy nasz majątek w postaci poszczególnych akwenów, zaczęły w końcu wywiązywać się ze swoich obowiązków.
Z tego co wiem to poza pstrągiem i trocią, które z zalewu zwyczajnie wyemigrowały jak i głowacicy – zalew czorsztyński nie był zarybiany żadnymi rybami – czegoś tutaj nie rozumiem to znaczy, że wg. O/PZW w Nowym Sączu – ryby w tym akwenie dzielą się przez pączkowanie, czy też odbywaj a się tam inne (religijne cuda) – powodujące nagły przybór ryb, niczym fali powodziowej.
Jeżeli tak dalej będzie trzeba będzie zmienić skład Zarządu O/PZW w Nowym Sączu, chłopy zaczynają sobie nie radzić – czyżby dopadł ich wiek emerytalny…?
Przepraszam wszystkich, których uraziłem – ale to co dzieje się od czasu zalania zbiornika w Czorsztynie, zakrawa na kpinę; Zarząd PZW w Nowym Sączu wraz ze wszystkimi kołami, nie potrafi dogadać się z gminami, które już czerpią zyski z faktu, że leżą nad tym zbiornikiem ale za chwilę – stracą całkiem sporą część turystów, związanych z wędkarstwem, bo przyroda Podhala, Spisza, Pienin jest piękna- co tam piękna Najpiękniejsza ale, wędkarze mogą cieszyć się tym pięknem tylko wtedy, gdy będą mogli od czasu do czasu coś wyłowić, swoim pielęgnowanym i przygotowywanym do sezonu sprzętem.
Gdy im tego zabraknie – wybiorą się gdzie indziej, gdzie są ludzie rozumiejący potrzeby wszystkich wędkarzy, gdzie wyprawa na ryby poza pięknem przyrody da jeszcze piękno holowania i lądowania (nawet niedużej) ryby.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama