Po przeczytaniu kilkunastu wpisów na forum, postanowiłem podzielić się z Wami własnymi spostrzeżeniami na wybrane aspekty naszego hobby. Zastrzegam, że łowię wyłącznie w jeziorach, więc na temat rzecznego środowiska wiem niewiele. Skupię się, zatem na wodach stojących właśnie, w kontekście połowów spinningowych. 1. O szukaniu ryb w zbiornikach przeczytałem różne nieprawdopodobne teorie, wśród których szczególnie razi mnie utarty stereotyp powtarzany namiętnie, że jak zimno, to ryby schodzą głębiej. Może i schodzą, ale żerują płycej! Generalną zasadą, przy poszukiwaniu drapieżników jest… szukanie skupisk białorybu. Bo drapieżnik jest tam, gdzie jest jego pożywienie. Jeśli zatem spływając wieczorem z łowiska widzicie gdzieś „gotującą” się od drobnicy wodę, to znak, że tę partię wody warto „obrzucać” przy najbliższej okazji. Dla przykładu - skupisko latających nad wodą rybitw to oznaka, że tam jest ich żarcie – drobnica. A jak jest drobnica… Takie stada ptactwa żerującego na wyskakujących nad powierzchnię wody rybkach to od wieków drogowskaz dla łowców okoni i szczupaków. Jesienią, właśnie wtedy, kiedy wg. „tradycji” ryb należy szukać głęboko, doradzam eksplorację płytkich partii – grążelowisk, trzcinowisk, płytkich blatów i podwodnych łąk… Na płyciznach o tej porze roku woda w ciągu dnia jest cieplejsza, tam gromadzi się drobnica, odbywa tarło sielawa i tam też czatują często grube sztuki! Szczególnie w dużych jeziorach najprędzej właśnie tam znajdziemy to, czego szukamy. Nie znaczy to, że należy omijać szerokim łukiem głębiny. Jednak nie jestem przekonany, czy warto w ogóle próbować łowić latem poniżej termokliny. Z doświadczenia polecam głębokość do 10 metrów, niżej raz, że zimno, a dwa niestety często zalega siarkowodór. Bankową letnią miejscówką są oczywiście śródjeziorne górki! Wiosną podobnie jak jesienią polecam głównie płytkie partie jezior. 2. Kwestia przynęt – zasada podstawowa: dopasować ją do rybostanu lokalnego! Warto w tym celu zbadać zawartość żołądków złowionych ryb, lub przeprowadzić wywiad wśród miejscowych. Jeśli np. zobaczymy, że złowiony szczupaczek ma ślady zębów na swoim ciele zakładajmy szybko woblera imitującego właśnie małego zębacza - sukces murowany! W wodach, o licznej populacji szczupaka taka przynęta jest najpewniejsza! Im woda czystsza, tym kolor przynęty powinien być bardziej naturalny, w stonowanych barwach. Im jaśniej tym przynęta powinna być ciemniejsza i odwrotnie – o zmroku i o świcie często doskonałe wyniki dawały przynęty w kolorach jaskrawych. W wodach mętnych niezastąpione są przynęty jasne – np. srebrne wirówki lub woblery w kolorze dace, real dace, red head… Doskonale sprawdzają się chwosty na kotwicach - szczególnie obrotówek. Oczywiście, kiedy nic nie bierze, warto eksperymentować! Zaczynam wtedy od przynęt najdelikatniej pracujących, aby zakończyć na wirówkach. Od ciemnych do fluo, prowadzonych wolno i szybko, nad dnem i przy powierzchni… Kiedy ryby nie żerują intensywnie, my musimy intensyfikować nasze działania. 3. Przypony spinningowe – precz z fluorocarbonem! Takie wynalazki polecam jedynie na sandacza. Szczupak radzi sobie raz, dwa i odpływa w dal z drogocenną przynętą w pysku! Stalowe plecionki mają tendencję do łamania się po pewnym czasie – widać to po odstających pojedynczych włóknach, co stanowi sygnał do wymiany na nowy. Wolfram się skręca, tytan jest drogi… Nie ma ideału. Ponadto ciężko trafić na dobry wyrób. O wiele więcej bubli niestety. Największe zaufanie mam do wolframów Spinwala oraz tytanów i stalowych surflonów Dragona, ale wciąż szukam:) 4. Podbieranie ryb – podbierak w spinningu nie jest zbyt praktyczny. Przekonałem się o tym wyplątując przez 15 minut woblera po podebraniu średniej wielkości szczupaka. Ucierpiała na tym ryba, ucierpiały moje palce… Grip wydaje się pewniejszy, choć jeśli chodzi o humanitaryzm, to widząc, co niektóre stalowe chwytaki robią ze szczękami szczupaków zastanowiłbym się nad tym głębiej. Z całą pewnością, jeśli grip to taki, niezbyt mocno zaciskający się i (absolutnie koniecznie!!!) w wersji z obrotową głowicą. Warto też ograniczyć wieszanie na nim wyciągniętych ryb np. w celu pozowania do zdjęć – widziałem już, jak rzucający się na takim urządzeniu szczupak rozerwał sobie całą szczękę. Wierzcie mi – bardzo nieprzyjemny widok! Najlepiej opanować sztukę podbierania ręką, byle nie za oczy!!! 5. O wypuszczaniu ryb (c&r) pisałem już, co nieco. Najważniejsze, aby kierować się rozsądkiem i aby przestrzegać prawa – ludzkiego i naturalnego! Po prostu szanujmy przyrodę!
Tyle w tzw. telegraficznym skrócie: "na gorąco". Zapraszam do dyskusji - wymiana doświadczeń to najcenniejsza nauka! Pozdrawiam i życzę połamania kijów!
Komentarze