Reklama

Rozprawa o C

05/11/2012 14:16
Witam serdecznie.


Mam troszkę wolnego czasu, więc wrzucam drugą część wpisu.

O czym dzisiaj ? O wędkarzach i o stopniu w jakim My "czyścimy" jeziora. O tym jaki wpływ na to ma ptactwo wodne i o miejscach w których stosowanie C&R ma większy i mniejszy sens.


Jakiś czas temu na propedeutyce rybactwa ( na studiach ) poruszaliśmy temat wpływu wędkarstwa na znikające ryby w wodzie. Sporo z nas narzeka na odłowy rybackie i kłusownicze i to na nich zrzuca większość winy. Otóż prawda jest taka... że wędkarze odławiają rocznie prawie 3 razy więcej ryb, niż rybacy ! Statystyki przerażające, ale dochodzi do tego jeszcze kilka faktów.
W takich statystykach, oczywiście pomijane są wszystkie nielegalne odłowy, kłusownicze i prywatne. Do tego przede wszystkim w odłowach kłusowniczych ( ale i nie tylko ), cierpi dużo więcej ryb, niż pojawia się w statystykach. Mnóstwo drobnej ryby i odłowy w okresach tarła, które niestety zdarzają się bardzo często, mają znacznie większy wpływ niż to wynika ze statystyk. Ale skupmy się na wędkarzach.
Nie próbując tutaj nikogo urazić, ani wrzucać do jednego worka, to jednak wędkarze bardzo się od siebie różnią. Pozwoliłem sobie podzielić ich na dwie grupy.
- Starej daty
- Nowoczesny wędkarz.

Wędkarze starej daty ( nie wszyscy oczywiście i nie mówię tutaj w żadnym wypadku obraźliwie ) to ludzie raczej starsi. Wychowani w czasach kiedy ryb było mnóstwo i nikt nigdy nie myślał o wypuszczaniu ryb. Normalna rzeczą było zabieranie wszystkiego, lub przynajmniej większej części łowionych ryb, oraz zabieranie ich "na zapas". Dla rodzinki, sąsiadów, na zimę, święta itp.
Niestety chyba najtrudniej jest obecnie, właśnie takich wędkarzy "oduczyć" takiego zachowania. Znam mnóstwo ludzi, którzy nadal potrafią chodzić na ryby, dzień w dzień i zapychać lodówkę, wszystkim co złowią. Jeżeli miałbym skupić się na szkodach wyrządzanych przez wędkarzy, to uważam, że właśnie ta grupa, ponosi największą odpowiedzialność.
Znam człowieka z mojej wioski, który łowi ryby od dziecka ( ponad 60 lat ). Jest obecnie na emeryturze i każdy dzień spędza nad wodą. Łowi dobrze i skutecznie, choć często niezgodnie z zasadami ( szarpaki, dozbrojki, kilka wędek, 2-3 gumy na trokach). Często chwali się swoimi osiągnięciami ( np: ponad 2000 okoni w sezonie letnim z małego mazurskiego jeziorka ), wszystkie ryby trafiają na patelnie. Taki wędkarz jednego dnia potrafi zabrać do domu więcej ryb, niż niektórzy z nas ( w tym ja osobiście ) przez cały sezon. Wystarczy kilku takich wędkarzy na jeziorze i straty są ogromne.
Druga grupa - nowoczesnych wędkarzy - również nie jest doskonała. Pomimo tego że dużo więcej młodych wędkarzy, od najmłodszych lat wychowywana jest z myślą C&R , to jednak sporo z nich nadal tego nie uznaje. Inna, ważniejsza rzecz jest taka, że jest mnóstwo "buntowników". Młodych wędkarzy, którzy nie rozumieją i wyśmiewają panujące zasady, olewają okresy i wymiary ochronne, śmiecą i zanieczyszczają łowiska. Mimo to, szkody wyrządzane przez nich są stosunkowo niskie, w porównaniu do wędkarzy starej daty ( inaczej mięsiarzy - ale nie przepadam za tym określeniem ).

Bardzo nie lubię kiedy wędkarz zabiera do domu wszystko co złowi, ale doskonale rozumiem ludzi, którzy raz na jakiś czas rybę zabiorą. Rozumiem ich coraz lepiej, chociażby dzięki moim studiom. To tutaj dowiedziałem się jakie niekiedy panują warunki w naszych hodowlach. Skąd sprowadzane i czym karmione są ryby z importu ( chociażby panga ). Jak do Polski sprowadzane są "śmieci" np: tołpygi - gatunek który jest tępiony na świecie i nigdzie nie jedzony. Kilka obrazków które przyszło mi widzieć, zdecydowanie odciągnęły mnie od chęci kupowania ryb w sklepach.
Zaczynając swoją przygodę na tym portalu, widziałem pewien artykuł ( niestety nazwy nie pamiętam, ani niestety autora - proszę wybaczyć ) pisał on w nim o tym, że jeżeli już, ludzie chcą zabierać ryby do domu, to niech stosują zasadę - weź tyle, ile zjesz. Nie ma nic gorszego od lodówek pełnych ryb na zapas, czy wyrzucaniu usmażonych ryb, których nie daliśmy rady zjeść.
Stając jeszcze w obronie ludzi, którzy zabierają czasem ryby do domu - robią to zupełnie legalnie. Ludzie którzy ustalają zasady, wymiary, okresy i limity, to ludzie ( mam nadzieję ) którzy wiedzą co robią.

Zostawiając na jakiś czas tę tematykę ( wrócę do niej jeszcze na chwile w trzeciej, podsumowującej części artykułu ), poruszę temat ptactwa wodnego.
Kto jest z mazur, lub okolicy, słyszał na pewno nazwę " wyspa kormorana " ( zapraszam do galerii w internecie, nie chcę za bardzo umieszczać tutaj nie moich zdjęć ).
Zacznę trochę od drugiej strony a mianowicie od tego jakie szkody wyrządzają odchody kormoranów. Ich toksyczność jest tak duża, a przy tym wydalanie jest tak częste, że miejsca w którym pojawia się to ptactwo, wygląda jak pustynia. Roślinność ( zazwyczaj właśnie na wyspach ) i liście na drzewach znikają. Zostają tylko suche gałęzie i piasek. Tak właśnie wyglądają wyspy kormoranów, coraz częściej pojawiające się na mazurach, ale i nie tylko.
Kormorany to ptaki stadne i każdy z nas na pewno widział kilka sztuk w życiu ( im mniej widział, tym lepiej dla niego ). Kormoran dziennie zjada do 800 gram ryb - statystycznie. Mnóstwo z Was na pewno widziało krążące w internecie zdjęcia kormoranów z wielkimi szczupakami w dziobach, węgorzami i leszczami, uważam, że często pochłaniają więcej, ale zostańmy przy 800 gramach.
Na jednym, niewielkim jeziorze, często stada dochodzą do 500 sztuk, na dużych nawet 3 razy tyle.
Kormorany, jak i inne ptaki, nie zwracają uwagi na wymiary, okresy i limity. Nawet jeżeli pochłaniają głównie nieduże ryby, to straty i tak są ogromne. To właśnie nieduże ryby, są dla Nas przyszłością, a dla dużych ryb, pokarmem.

Na koniec o miejscach w których C&R ma sens i o tych w których chyba jednak nie. Żeby wyjaśnić, zacznę od tych drugich.

Jak już wspominałem, od dziecka łowie na małym jeziorku, położonym niedaleko gminnej wioski Łukty - jezioro Korweskie ( Korweckie ). Niewielkie, rynnowe, polodowcowe, typu szczupakowo-linowego. Sporo okonia, trochę szczupaka, lina, węgorza, karasia, leszcza, płoci, wzdręgi, uklei, karpia. Wędkarze łowiący tam, są tak zdesperowani, że zabierają każda złowioną rybę. Łowisko, ze względu na swoje położenie i dziesiątki domów w okół niego, jest narażone na wizytę kilkunastu wędkarzy dziennie, codziennie. Ryb jest coraz mniej, coraz mniejszych. Wędkarze zabierają z tego jeziorka wszystko, twierdząc, że jak nie oni... to ktoś inny. Wiadomo, że ktoś pierwszy musi narzucić nowy styl, świeże podejście i stosowanie C&R, ale niestety kilka osób tego nie zmieni. Kiedy łowię tam, zazwyczaj czysto sportowo i z sentymentu, wypuszczając kolejne ryby, czasami sam sobie zadaje pytanie. Jaki to ma sens? Wypuszczona rybka w dobrej wierze, za kilka dni uwiesi się na wędce innego i zginie. Bolesne myśli, smutne, przytłaczające, ale bardzo prawdziwe. Poza mną widziałem przez cale swoje życie może 10ciu wędkarzy którzy cokolwiek wypuścili na tym jeziorze, z tego większość to moi znajomi, których na to namawiam.
Z kolei jeziora duże, gdzie ryba ma szansę schować się, przetrwać, urosnąć, uciec przed kolejnymi wędkarzami, to właśnie one powinny być najbardziej cenione i właśnie tam C&R powinien być ścisły i częsty.

Ludzie którzy zaczynają wypuszczać ryby, niestety często robią to niezdarnie. Myślę, że warto by rozmawiać na ten temat częściej - jak wypuszczać złowione ryby.
Nie chcę się rozpisywać za mocno, ale kiedy widzę zdjęcie ryby, leżącej gdzieś na pisaku, w błocie, liściach, krzakach i na dole podpis, że rybka wróciła do wody... ehh... Czasami dotknięcie ryby suchą ręką i pozbawienie jej jakże ważnego śluzu, ściśnięcie jej za mocno, czy długotrwałe przetrzymywanie jej poza wodą sprawiają, że ryba odpłynie, ale nie przeżyje. Jeżeli rybki mają wrócić do wody, niech wracają w świetnej kondycji, a właśnie ryby, które mają słabą szansę na przeżycie po holu i są oczywiście wymiarowe, niech będą tymi nielicznymi, które zabieramy.

W kolejnej części i zarazem ostatniej, będę chciał napisać pewne podsumowanie tego wszystkiego. Określić nasze zdanie na ten temat, chociaż to już chyba widać i zastanowić się nad tym co zrobić żeby rybek było więcej.
I to co powtarzam najczęściej, nie krzykiem, wyzwiskami i indywidualnością, a ciężką pracą i współpracą osiągniemy cel.

Pozdrawiam raz jeszcze, połamania kija i przyjemnego czasu nad wodą.

Do następnego !
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama