Reklama

Rozważania znudzonego wędkarza...

11/07/2012 18:23
Witam Serdecznie

To mój pierwszy wpis na „wędkuje” więc wypada się przywitać i przedstawić. Nazywam się Krzysiek i pochodzę z Pabianic, miasta pod Łodzią. Moja przygoda z wędkarstwem zaczęła się jak byłem małym chłopcem (jak większość pewnie każdego z was koledzy i koleżanki), jednak przyznam szczerze że szybko się zakończyła z prostego powodu. Nie miałem żadnych efektów, a nie miał mnie kto poprowadzić. U mnie w rodzinie wędkował tylko dziadek, który zmarł jak miałem roczek. Babcia mi opowiadała o osiągnięciach dziadka i jego przygodach i szczerze powiem że słuchałem tego jak zaczarowany. I coś z tych Babcinych opowieści w głowie zostało.

Kolejna fala mojej wędkarskiej przygody zaczęła się jak byłem w technikum. Koledzy z placu zaproponowali wyjazd „na nockę” na bezpański staw w okolicznej wiosce. Z racji że nie było za bardzo co robić w blokowisku a pogoda sprzyjała postanowiłem jechać. Tym razem jednak nie z olszynowym bacikiem, a teleskopem i kołowrotkiem z bazaru, kupionym od „przyjaciół” zza wschodniej granicy. I po raz kolejny znudzony ciągłym łapaniem karasi,które nie przekraczały 15 cm odłożyłem wędkę w kąt. Można było jechać gdzieś indziej, ale brak środków uniemożliwiał zrobienie opłat. Na stawy komercyjne też nie było pieniędzy, a poza tym właściciele tych akwenów traktowali młodego człowieka jak potencjalnego złodzieja. Moje dalsze życie to standard. Wojsko, praca, założenie rodziny, urodzenie się córki, itd. Jednak w sercu coś grało. Zaglądałem przez plecy wędkarzy będąc na wakacjach lub na spacerze.

Nagle któregoś dnia koledzy z pracy postanowili jechać na ryby trochę się odprężyć. Myślę „czemu nie?” Zrobiłem zakupy w wędkarskim, uzbroiłem wędki i czekałem jak na zbawienie na weekend. Całe noce spędzałem w Internecie zdobywając wiedzę (do której za moich młodzieńczych lat był problem) o rybach, metodach, sprzęcie i całej tej wędkarskiej magii. W końcu nadszedł ten dzień. Wyjazd i uskutecznianie zdobytych umiejętności i wiedzy. Co godzina ryba życia. Wynik ostateczny to lin 1,2 kg. Nie wiecie jaka była moja radość z powodu tych wyników. Powiecie „a co to za wyczyn?”. Zgodzę się w 100%. Ale ja nigdy nie miałem okazji wyciągać ryb za pomocą podbieraka. Wszystko lądowało na przysłowiową „klatę”. Od tamtego wyjazdu wzięło mnie na maksa. Wykupiłem kartę, zakupiłem sprzęt o którym kiedyś mogłem poważyć, rozmawiałem z wędkarzami (z kilkoma się przyjaźnie), wyjeżdżałem na wyjazdy wielodniowe i nawet zacząłem startować w zawodach w moim kole.

Obecnie dorobiłem się tyczki i łowię na skrócony zestaw. Są wyniki, jest rybka, jest wiedza i niestety jest również to zwątpienie. Ale nie z powodu tego że odejdę po raz kolejny od wędkarstwa, ale od tego co się w naszym kraju dzieje. I nie chodzi mi tu o politykę, bo jej nie śledzę i się nią nie interesuje. Jednak będąc wędkarzem niektórych ustaw nie da się ominąć. Wielokrotnie było tu pisane o polityce zarządów okręgowych, zarządów kół itp. Pomyślicie : „ o co temu gościowi chodzi?” Odpowiadam. Jak pisałem, gdy ja zaczynałem nie było Internetu, doskonale rozwiniętych mediów, a jedyne informacje które mogłem zdobyć pochodziły z prasy wędkarskiej i to tylko w przypadku jak były pieniądze. A teraz? Jest Internet. Super skarbnica wiedzy, informacji, forów, blogów. Ale niestety w tym naszym fantastycznym kraju mimo Internetu nie zrobicie opłat tuż przed wyjazdem, nie dowiecie się czyja jest woda, bo zmienił się właściciel, a w Internecie jest stara informacja. Czekaja was kolejne godziny przepraw nad określeniem właściciela łowiska, stawki za wędkowanie, no i oczywiście gdzie, u kogo, w jakich godzinach można wykupić pozwolenie. Czy nie jest to paranoja i średniowiecze? Ok… dobra.. nie każdy ma dostęp lub konto w Internecie. Ale czy nie można tak jak w innych „Cywilizowanych” krajach kupić zezwolenia na stacji benzynowej lub u właściciela kwatery? Nie… w naszym kraju jak chcesz wędkować w sobotę i niedzielę jedziesz 100km w środę by opłacić dniówkę i dojeżdżając do celu widzisz na drzwiach skarbnika: „z powodu urlopu w dniach od… do… opłaty za wędkowanie przyjmuje koło nr… w godz… itd. Itp. Kolejne 30km. Czy naprawdę nie ma w tym kraju jakiegoś wędkarza/wędkarki które zajęło by się tą sprawą? Wiele razy czytam wypowiedzi wędkarzy których marzeniem jest wykupić pozwolenie na Polskę. Ja też mam takie marzenie. Niestety … a co się stanie z 49 korytkami, które zostały po starej nomenklaturze? Kto im da jeść jak nie my? Ustalający prawo słuchają wszystkich tylko nie nas – tych najbardziej zainteresowanych. Karpiarze maja zasadę Catch and Release, a u nas panuje zasada „take and sit quietly”. Kochani… zróbmy coś z tym, bo pasja i miłość do tego co się robi sprowadza się do męczarni i straty pieniędzy. Nie skupiajmy się na sobie… zróbmy coś dla nas…

Pozdrawiam Krzysiek
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama