Reklama

Ryba mojego życia

31/03/2012 14:39
Jak sobie przypominam był to wrzesień 2011 r. Gdzieś kole 17 po południu wybrałem się na rybki. Pogoda była idealna. Zanęciłem łowisko, rozłożyłem sprzęt .... z uśmiechem na twarzy zacząłem wędkować. Minęła godzina i potem następna i kolejna... poczułem się zawiedziony,ponieważ kompletnie nic nie brało... Już miałem zwinąć sprzęt i udać się w kierunku domu. W tym momencie spostrzegłem nie używaną do tej pory spiningówkę.
Postanowiłem rzucić kilka razy . Założyłem obrotówkę nr3 i do wody. I znów historia się powtórzyła, kompletny brak brań. Postanowiłem wypróbować mojego nowego czerwono- białego woblerka o długości 8 cm. Rzuciłem najdalej jak się dało. Zacząłem powoli nawijać plecionkę na kołowrotek... w pewnym momencie poczułem szarpnięcie , zaciąłem i wędka wygięła się w pół... Próbuje podciągnąć ale na próżno ... myślę ... cholera kolejny zawad... pociągnąłem mocniej...w końcu puściło troszeczkę. Poczułem nagle opór jakbym ciągnął jakiś duży konar. Żadnego szarpania, żadnych odjazdów... byłem przekonany że to faktycznie jakiś kawałek drewna czy czegoś podobnego. 50 metrów 40,30,20,10,5 ...
Ku mojemu zdziwieniu tuż przede mną w toni wody ujrzałem przepływającego szczupaka:D Dziwne uczucie bo nie zdawałem sobie sprawy, że to właśnie jego ciągnąłem .... i wtedy zaczęło się piekło... Bestia zaczęła się szarpać, mało wędka nie wypadła mi z rąk... Nie było łatwo... dopiero w 15 minut później szczupak wylądował w podbieraku....


To było świetne przeżycie... Szczupak miał 96 cm i ważył prawie 8 kg.
Jedyną rzeczą której żałuje to fakt, że zabrałem go do domu. Do dziś nie mogę sobie tego wybaczyć. Byłem tak podekscytowany, że nie myślałem o niczym innym. Od tamtej pory nie zabrałem już żadnego do domu.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama