Reklama

Ryba się prosi, a Ty się zastanawiasz

17/07/2012 20:29
Ponieważ jestem początkującym i z pewnych racji troszkę denerwują mnie brania typu płotka która nie skończyła 18 roku życia, zacząłem zakładać większy haczyk, żeby małolat nie dał rady. Od tego momentu przestałem mieć jakiekolwiek brania, ale winę mogę mieć tylko do siebie. No, ale sytuacja się tak potoczyła, że sam nie wiem czy to lepiej czy gorzej, fart czy nie fart.
Pojechałem na te kochane rybki, rozstawiłem się, kolega na pomoście obok i czekamy. 4h nic. Tylko wędkarze chodzą i pytają się, czy chociaż branie mieliśmy ... "NIE" odpowiedz. Kolega zaczyna snuć plany "że chce niby do domu". Ja mówię poczekaj chociaż do 9:00 i jak mi wędka podskoczyła to tylko zaciągnąłem jak w instrukcji (bo zaczynam wędkować :) ), a tu upór, bez szarpania. Myślę sobie no tak nic nie wzięło, a jeszcze haczyk gdzieś zahaczył ... nagle luz ... i zrobiłem minę ... zwijam ... zwijam i szarpie ... krzyknąłem do kolegi, że coś mam nie wiem co bo się nie znam i niech mi podleci pomóc. Kolega mnie instruował jak kierować wędką, nie spodziewałem się takiej rybci, bo to był karp 3,2 kg. Dla mnie duży rekord, dla innych może coś normalnego, ale dla początkującego pierwsza ryba to i płotka jest rekordem. Kolega jak spojrzał w momencie jak myślałem że o coś zahaczyłem haczykiem powiedział, że zobaczenie mojej miny było bezcenne. Jak stwierdził, nigdy nie widział u kogoś takiego zdziwienia.
Ja natomiast szedłem dumny ... nikt nie złowił nic, ja miałem chociaż takie trofeum.
Tamto zdarzenie utkwiło mi, że lepiej zakładać większe haczyki. No i szedłem tą myślą. Zmieniłem jezioro, założyłem jak z poprzedniej wersji doświadczenia większy haczyk niż zazwyczaj. Kolega upierał się i namawiał mnie na połów robakami, że z kukurydzą nic nie zdziałam (poprzednie trofeum było dzięki kukurydzy). Powiedziałem, że nie lubię kukurydzę. Dosiadł się też inny starszy od nas wędkarz. Siedzieliśmy i siedzieliśmy i nic. Starszy się denerwował, że kiepski dzień. Przeszliśmy się wśród sąsiadujących wędkarzy i ponoć nawet brania nie było. Do naszego towarzystwa też dochodził turysta pijący ciągle piwko. Denerwowało nas jego towarzystwo, bo grzebał wszędzie pomostem trzósło przez jego chodzenie, co powodowało u szczytówek oczywiście drgania. Minęło 4h od momentu jak się ustawiliśmy. Byłem zrezygnowany sytuacją, gdy nagle wszyscy powiedzieli że mam branie. Olałem to jako, że turysta jak zwykle trzęsie pomostem, ale wzrok skupiłem na szczytówkę i rzeczywiście dawało zupełnie inne sygnały niżeli trzęsący pomost, konkretne pociągnięcia. No i jak zwykle instrukcyjne zaciągnąłem tym razem zastanawiając się czy haczyk coś zaczepił, czy też nie, ale szło zwijać, lecz z oporem. Powiedziałem z uśmiechem "że coś mam fajnego". W oczach przy pomoście ukazał się Leszcz 54cm, 1,1KG. Znowu byłem uśmiechnięty, że jako jedyny złowiłem coś nie rekordowego, ale godnego pokazania. Kolega z zazdrości zaraz zmienił jako przynętę z robaków na kukurydzę. Potem już była tylko burza ... i nic się nie złowiło.
Dla wielu z was może to nie być żadna przygoda, dla mnie początkującego to coś wielkiego. To ciekawe być amatorem, a zarazem wśród doświadczonych wyjść przynajmniej nie o pustych rękach. Może odrobina szczęścia mnie złapała, że nie wyszedłem z pustymi rękoma, a może głópi pomysł na zmianę haczyka na większy by nie mieć głupich brań płotek i okonków, a łowię to co mnie zadowoli ... mimo że spędzę część dnia bez brania. Takie brania jak te powodują, że zaczynam bardzo się wciągać w ten bardzo ciekawy sport.
Hmmm to tyle co mam wam do opowiedzenia, przepraszam tych co zasnęli w trakcie ... :)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama