Reklama

Ryba złodziejka

05/01/2013 12:24
Po całym tygodniu pracy i sobotnio –niedzielnym dyżurze trzy dni wolnego i nareszcie można uciec z miasta nad swoją ukochaną rzekę.Nad wodą jestem godzinę przed świtem. Pierwsza rzecz, jaką zawsze robię po przyjeździe nad rzekę to obchodzę brzeg, na którym mam zamiar łowić, bo choć przyjeżdżam tu od wielu lat i znam to miejsce jak własną kieszeń to wystarczy parę godzin żeby woda diametralnie zmieniła ukształtowanie dna i brzegu. Rozkładam odlległościówkę 360cm z żyłką 0,20 na kołowrotku, spławik o wyporności 6 gr. obciążony oliwką 10 gr. przypon 0,18 o długości 50cm, haczyk nr 8.

Drugi kij to bolonka 6m o ciężarze wyrzutowym do 25gr. żyłka 0,14 spławik 2,5 gr. przypon 0,12 i haczyk nr 9. W miejscu gdzie w odległości około ośmiu metrów od brzegu z wody sterczy olbrzymi pień starej topoli nurt wymył duł o głębokości trzech metrów. Tam też wstawiłem pierwszą moją wędek z grochem na haczyku, jako przystawkę, ustawiając spławik na spokojnej wodzie zaledwie kilkanaście centymetrów od nurtu, a wędkę położyłem poziomo na dwóch podpórkach. Wrzuciłem jedną garść grochu zmieszanego z kukurydzą konserwową parę metrów przed pniem a drugą garść w dołek za pniem. Ustawiłem swój stołek tusz koło leżącej na podpórkach wędki usiadłem i zakładając na haczyk bolonki ziarnko kukurydzy zacząłem nim pływać w nurcie tusz obok spławika przystawki.Mineło kilkanaście minut nim nastąpiło pierwsze branie,spławik bolonki wpierw lekko podskoczył a potem odjeżdżając w kierunku środka rzeki zanurzył się, zacinam z wyczuciem i czuje na kiju dość spory opór.

Ryba spływając z nurtem początkowo trzyma się dna, ale po chwili podchodzi pod wierzch i wykłada się na bok.Muszę zejść parę metrów w dół rzeki żebym mógł podebrać rybę ręką, bo w miejscu, w którym łowię brzeg jest dosyć wysoki a poza tym nie chcę żeby ten prawie dwu kilowy leszcz narobił zamieszania w łowisku. Kiedy wkładam leszcza do siatki słyszę donośny plusk dobiegający z miejsca, w którym na podpórkach leżała moja wędka,leżała, bo już nie leży a płynie z prędkością torpedy skosem pod prąd w kierunku drugiego brzegu. Gdzieś w połowie rzeki ryba widocznie zerwała żyłkę lub zmieniła kierunek i zaczęła spływać z nurtem, bo moja wędka poszła na dno tylko przez moment widać było szczytówkę wędziska sterczącą z wody.Kiedy już ochłonąłem po przeżyciach ostatnich chwil zacząłem się śmiać z własnej głupoty głupoty faceta, który trzydzieści lat spędził nad wodą a popełnił szereg podstawowych błędów.
· Nie poluzowane sprzęgło hamulca.
· Pozostawienie wędki bez nadzoru.
· Zbyt płytko wbite podpórki.
Jedynie trochę szkoda sprzętu, lecz bez tego typu przygód życie wędkarza było by nudne. Pozostaje jednak pytanie czy to nonszalancja czy też wtórny analfabetyzm?
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama