A więc w końcu mam chwilę wolnego czasu, więc zasiadam do komputera i dzielę się z Wami moimi ostatnimi spostrzeżeniami oraz pomysłem, który zrodził się mimowolnie a było to tak:
W piątek po pracy postanowiłem wybrać się na rybki, więc wieczorem ugotowałem ok 1,5 kg suszonego ziarna kukurydzy, wraz z konopiami, pęczakiem oraz ziarnami zbóż ( i nie tylko ) wchodzącymi w skład mieszanki dla gołębi ( bardzo skuteczna na płoteczki - tylko uwaga !! należy kupić zwykłe ziarna bez żadnych domieszek witamin itd.... ). Po ugotowanu mieszanki odstawiłem garnek i zaczekałem, aż przestygnie aby następnie dodać boostera o zapachu kukurydzy. Po wszystkich przygotowaniach okazało się jednak, że z różnych mniej i bardziej ważnych powodów nie mogę wybrać się na łowisko, więc aby zapobiec zepsuciu się przygotowanej mieszanki wrzuciłem ją w foliowym woreczku do zamrażarki, z myślą o wyciągnięciu jej i rozmrożeniu tego samego wieczoru, żeby zdążyła oddtajać do porannego połowu....ale oczywiście zapomniałem i następnego dnia zabrałem na łowisko zamarzniętą "kulkę".. Nad wodą byłem ok 6-7 rano, pogoda była dość słoneczna, wędkarzy jak zwykle w niedzielę mnóstwo, więc nie wybrzydzając zająłęm pierwsze z brzegu wolne miejsce. Na haczyk ( 8, żyłka 0,18 ) powędrował biały robaczek oraz pellet haczykowy, do koszyczka zanęta o zapachu miodu i zestawik do wody. Zaczynamy wędkowanie. Zastanawiając się co zrobić z moim zamarzniętym fantem, wpadłem na pomysł aby porozłupywać go na najblższym kamieniu na drobne fragmeny i z pomocą procy wystrzelić do wody, co też uczyniłem. Na poczatku wydawało mi się, że wszystko jest ok, na wodzie zaczęły ukazywać się ślady z boostera z odmrażających się pod wodą "ziarenek", jednakże przez ok 30 min brania ani jednego, podczas gdy sąsiedzi z nad wody zaczepiali małe karpiki po ok 30 cm. ALe po upływie tego czasu i u mnie zaczęły się brania, ba powiem nawet więcej, TYLKO U MNIE. Sąsiedzi zaczęli się skarżyć, że jak ręką odją rybki, natomiast u mnie co ok 10 min wieszał się co prawda nie duży ale zawsze karpik, płoteczka bądź karaś. Kilka dni później przetestowałem sposób na odrze w okolicach trestna i efekt bardzo podobny: na początku nic a poźniej regularnie. Z moich co prawda dopiero podwójnych obserwacji wynika że:
- Fajny sposób nęcenia gdyż większe kawałki można spokojnie wystrzelić procą na większą odległość i jak do tej pory dość skuteczny, gdyż utrzymuje rybki w łowisku
a z minusów:
- opóżnione brania, które mogą ( tak myślę ) być spowodowane dużą różnicą temperatur między wodą i zanętą co może chwilowo odstraszać rybki z łowiska.
Z mojej strony polecam sposób i proszę podzielcie się opiniami również ze mną..
Komentarze