Grudzień i w miarę ładna pogoda, trzeba jechać. Dzwonie do szwagra w poniedziałek z zapytaniem czy 7grudnia nie wybrałby się na rybki – może, ale ci oddzwonię - powiedział. W niedzielę jadę z bratem i kolegą Stefanem. Umyśliłem sobie, że zabiorę ich na stare koryta Luciąży, bo może szwagier tam jest. I tam można dorwać kaczopodobnego. Oczywiście że był już o 6.00 rano.
Ja byłem o 9.00. Pytam się o wyniki, mieli 2 małe i poszły do wody. W tym czasie przyszedł Hubert, który łowił na spinning zmienić obuwie. Woda nalała mu się do kaloszy. Łowiliśmy do 12.00. Brat złapał dwie płotki i to wszystko co tego dnia brało. Szwagier był z Przemkiem, jego tatą Jurkiem no i z Hubertem. Wędkowanie okazało się niewypałem. Ale chociaż nie było nic na kiju , to i tak warto było wyrwać się z ciepłego domu. Pozdrawiam.
Komentarze