Pstrągi na Mazowszu. Chyba raczej jakieś żarty. Cztery godziny spaceru nad jedną z dwóch rzeczek określonych jako górskie. A zarybiane są podobno cztery. Woda czysta, ale dno piaszczyste i płytko. Rzeczka zakrzaczona i technicznie do łowienia trudna. Początkujący wędkarze i tacy którzy chcą dopiero połknąć bakcyla (złapać pstrąga) powinni omijać ją z daleka. Jedna rzecz mnie jednak dziwi. Na śniegu widać ślady, więc na pewno ktoś tam łapie i jeśli nasz związek zarybia tę rzeczkę to powinien pilnować takich rzeczy jak grodzenie działek do samej wody. Na odcinku paru kilometrów cztery, (4) razy ogrodzenie z drutem kolczastym przechodziło przez rzeczkę. W jednym miejscu ogrodzenie działki (zdj.) uniemożliwia dalszy spacer wzdłuż rzeki, a przechodzenie na drugą stronę w marcu bez woderów do przyjemnych nie należy. Ale koniec narzekania. Teraz może coś o rybach. W jednym z kolejnych, obiecujących zakoli, gdzie głębokość przekracza pół metra następuje szarpnięcie. Człowiek myśli w końcu, zobaczę pstrąga, ale nie. Chwila niepewności i już wiem, po drugiej stronie klonek. W wodzie ryba zawsze jest większa więc ta ma jakieś 25 cm. Gdy doprowadzam ją pod nogi ma chyba niecałe 20, ale dzięki temu, że nie jest mocno zahaczona udaje się jej uwolnić. Ogólnie nie jest źle, cztery dni po opłaceniu karty już miałem rybkę. Nie był to jednak pstrąg, może następnym razem. Teraz wybieram się nad Orzyc zobaczyć czy biorą miętusy. Jeśli ktoś łowi pstrągi w okolicach Warszawy, ale w rzece, a nie stawie hodowlanym to proszę o info. Pozdrowiam.
Komentarze