Mimo wielu szczerych chęci i prób nigdy nie udawało się zebrać takiej ekipy. Zawsze komuś nie pasowało, urlopy, wyjazdy itp. Lecz tym razem było inaczej. Zapakowaliśmy się w samochody i ruszyliśmy w drogę. Cel ? Spływ kajakowy w moich rodzinnych stronach, w dolinie Rurzycy ( i to nie błąd- tak się piszę nazwę tej rzeki :).
O 7,30 podjechaliśmy po znajomych i ruszyliśmy w drogę. Jednak daleko nie zajechaliśmy, gdyż jak się okazało, na pokładzie zabrakło jednego namiotu. No to z powrotem do centrum miasta. Po kilku godzinach (postoje, kłopoty z dojazdem :) cali i zdrowi dotarliśmy do miejsca przeznaczenia, miejscowości TRZEBIESZKI położonej w połowie drogi między Wałczem a Jastrowiem na krajowej 22ce.
Kajaki już na nas czekały. Kiedy wszyscy się już zorganizowali i byli gotowi, ruszyliśmy szlakiem wodnym im. Jana Pawła II, który odwiedził tę okolicę zanim objął stanowisko Papieskie. Postanowiliśmy popłynąć w górę rzeki, aby popływać trochę po Jeziorze Krępsko Długie. Kilkaset machnięć wiosłami i naszym oczom ukazała się kraina jak z innej bajki. Cisza, spokój, a woda………… jak u mnie w akwarium. Po prostu rewelacja. Czysta, ciepła…… Kilka kajaków, między innymi nasz (mój i mej żony) dobiło do pomostu. Po co ? Po to, by zostawić wszystko na pokładach naszych „łodzi” i rzucić się do wody………… Ta przyjemność trwała jakieś kilkadziesiąt minut po czym spakowaliśmy się i popłynęliśmy z prądem w dół rzeki zgodnie z planem.
Kolejnym jeziorem na naszej drodze, a zarazem następnym małym postojem, był zbiornik JEZIORO TRZEBIESZKI. Jezioro położone jest w odległości około 3-4 km na wschód od miejscowości Szwecja i zajmuje obszar około 30 ha. Brzegi jeziora są porośnięte co powoduje , że dostęp do niego jest nieco utrudniony, lecz mimo wszystko dało się zauważyć niejeden solidny pomost dla wędkarzy. Nie muszę chyba dodawać, że cała okolica, jeziora i rzeki to jeden wielki raj dla osób łowiących ryby. Jeśli chodzi o głębokość to średnio mamy tu 7m a max pond 20 metrów. Oczywiście woda równie ciepła o tej porze roku jaki i czysta co w poprzednim zbiorniku.
Powzdychali ? Zachwyceni ruszamy dalej. To już trzecie jezioro na naszym szlaku, a zarazem ostatni punkt pierwszego dnia podróży. Po minięciu następnego odcina trasy, którym była krótka rzeczka, wpływamy na wody JEZIORA KRĘPSKO GÓRNE, które jednocześnie przechodzi w KRĘPSKO ŁĘKAWE na brzegu którego znajduje się pomost. To stara harcerska STANICA WRZOSY. Miejsce gdzie zatrzymuje się wielu podróżników jak i zjeżdża w sezonie wielu turystów (głównie wędkarzy).
Dopłynęliśmy. Wszyscy głodni i zmęczeni po kilkugodzinnej walce z wiosłami. Ale ja miałem jeszcze coś do zrobienia :) Mimo przemoczenia i uczucia chwilowego braku sił, założyłem płetwy na nogi, maskę oraz rurkę i pod wodę. Po kilku minutach chłód ustąpił a w jego miejsce wskoczyła ciekawość co zobaczę. Podpłynąłem w pobliże trzcin a tam…… nie wiem…….. kilka set (?) krasnopiórek. Od razu banan na twarzy :) Kawałek dalej spore okonie przycupnęły na dnie i wypatrywały ofiary. Nawet się nie spłoszyły po moim machnięciu dłonią w ich kierunku. Poczułem się jak ryba w wodzie :):):):):):) Po wciągnięciu całego sprzętu na brzeg i rozbiciu namiotów musieliśmy coś zjeść. Stanica wrzosy prócz pola namiotowego i parkingu oferuje zaplecze sanitarne jak i miejsce gdzie można upichcić coś na grillu.
Wrzuciliśmy sporo przyprawionych kiełbas na ruszt, warzywa i pieczywo na stół i oczywiście litry złotego płynu. Po takim dniu i kolacji piwko wchodziło jak…… :) Wstaliśmy około dziesiątej rano i rozpoczęliśmy przygotowana do opuszczenia „portu” od spakowana namiotu, a zaraz po śniadaniu nakierowaliśmy nasze kajaki na właściwy kurs.
Drugiego dnia mieliśmy do pokonania jeszcze jedno jezioro a później kilkunasto kilometrowy odcinek rzeki. Było niesamowicie. Kraina nie naruszona przez ludzkie dłonie, powalone drzewa, potężne płocie buszujące pod nami po rzecznych trawach…….. Mógłbym tam zamieszkać w jakimś domku na drzewie. Największe jednak wrażenie zrobił na mnie stojący na dnie szczupak….. niezłe „bydle”. Od razu zadałem sobie pytanie: „Dlaczego nie zabrałem sprzętu ?” Ale z drugiej strony dobrze , że nie miałem wędek przy sobie. Jakbym je dopadł to spędził bym na brzegach cały wolny czas poza pływaniem, a chodziło o to, by porozmawiać ze znajomymi przy „bezalkoholowym” :)
Ogólnie wyjazd zaliczam do bardzo udanych. Pogoda i towarzystwo dopisało. Już planujemy kolejny wypad a ja w między czasie mam nadzieję pojawić się tam z kijami w pokrowcu. Może tan szczupak mnie odnajdzie……… albo ja jego :)
Po napisaniu powyższego artykułu stwierdzam, że nie wiem do jakiej kategorii go zaliczyć (?) Chyba do wypraw wędkarskich. Co prawda nasz wyjazd nie ma z tym nic wspólnego, ale dzięki niemu bardzo pozytywnie się nastroiłem, że są jeszcze miejsca nieskażone naszą obecnością, czyste spokojne gdzie można połowić naprawdę duże osobniki. Dzięki tym dwóm dniom odkryłem wiele miejsc gdzie można pojechać na ryby, nie tylko samemu ale i z całą rodziną. Jednym słowem idealne miejsce na weekend….. a nawet dłużej :)
Komentarze