Reklama

Sandacz - grudniowe ostatki

05/01/2009 10:15

We wtorek, 30 grudnia zdecydowałem się na ściągnięcie łódki z Chrewtu, oczywiście jest okazja żeby jeszcze połowić choć mróz nie odpuszcza i o godzinie 7.00 jest jeszcze 6 gradusów. Jesteśmy w Chrewcie, niestety cała zatoka do "Bramy" zamarznięta. Pakujemy łódkę na przyczepę i wracamy nieco zdegustowani tą sytuacją.

W drodze powrotnej widzimy zatokę w Polańczyku, która jest bez lodu i decydujemy się na wodowanie przy promie. Pozostało mało czasu i decydujemy się na obławianie "Wyspy Energetyka", wraz z dwoma kolegami wypływamy za skałę i zaczynamy jigować. Po około godzinie są pierwsze brania, na 15-18 metrach zapinam szczupaka, po kilkunastu minutach doławiam jeszcze ładnego okonia.

Szukamy większych spadków dna i decydujemy się na łowienie na twardym kamienistym spadzie do 32 metrów, po kilkunastu minutach są brania, koledzy tracą gumy podczas brań. Przelotki przestają marznąć, słońce grzeje i stwierdzamy że było warto pojechać bo w grudniu taki dzień to rzadkość. Zapinam pierwszego sandacza, Bartek nie odpuszcza i wyholowuje następnego.

Następuje długa przerwa w braniach, zastanawiamy się czy to tak ma być, czy robimy coś nie tak. Godzina 15- ta, mróz zaczyna być odczuwalny i zaczynają się brania, znowu kilka gum zostaje bez ogona.

Na zakończenie doławiam jeszcze dwa okonie i stwierdzamy, że to koniec tegorocznego wędkowania, musimy szybko dopłynąć do promu i zapakować łódkę przed zmrokiem, bo mróz się nasila coraz bardziej...

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama