We wtorek, 30 grudnia zdecydowałem się na ściągnięcie łódki z Chrewtu, oczywiście jest okazja żeby jeszcze połowić choć mróz nie odpuszcza i o godzinie 7.00 jest jeszcze 6 gradusów. Jesteśmy w Chrewcie, niestety cała zatoka do "Bramy" zamarznięta. Pakujemy łódkę na przyczepę i wracamy nieco zdegustowani tą sytuacją.
W drodze powrotnej widzimy zatokę w Polańczyku, która jest bez lodu i decydujemy się na wodowanie przy promie. Pozostało mało czasu i decydujemy się na obławianie "Wyspy Energetyka", wraz z dwoma kolegami wypływamy za skałę i zaczynamy jigować. Po około godzinie są pierwsze brania, na 15-18 metrach zapinam szczupaka, po kilkunastu minutach doławiam jeszcze ładnego okonia.
Szukamy większych spadków dna i decydujemy się na łowienie na twardym kamienistym spadzie do 32 metrów, po kilkunastu minutach są brania, koledzy tracą gumy podczas brań. Przelotki przestają marznąć, słońce grzeje i stwierdzamy że było warto pojechać bo w grudniu taki dzień to rzadkość. Zapinam pierwszego sandacza, Bartek nie odpuszcza i wyholowuje następnego.
Następuje długa przerwa w braniach, zastanawiamy się czy to tak ma być, czy robimy coś nie tak. Godzina 15- ta, mróz zaczyna być odczuwalny i zaczynają się brania, znowu kilka gum zostaje bez ogona.
Na zakończenie doławiam jeszcze dwa okonie i stwierdzamy, że to koniec tegorocznego wędkowania, musimy szybko dopłynąć do promu i zapakować łódkę przed zmrokiem, bo mróz się nasila coraz bardziej...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze