Minął już październik a z nim ostatnie ciepłe dni, więc nad wodę wybierają się tylko „wędkarskie morsy”, którym nie srogie są listopadowe przymrozki i pogoda, podczas której większość woli zasiadać przy ciepłych kominkach. Jednak listopadowe wyprawy mają jakiś swoisty urok i nie potrafię im się oprzeć tym bardziej, że rok rocznie podczas takich wyjazdów, pomimo chłodu czy deszczu ryby też mnie nigdy nie zawiodły. Sandacz, bo głównie tej rybie poświęcam całą uwagę późną jesienią, nie jest łatwą zdobyczą, lecz na pewno jest rybą, którą wymaga przygotowania i odrobiny poświęcenia a łapane okazy potrafią dać wędkarzowi wiele satysfakcji.
Jak każda ryba i sandacz ma swoje okresy intensywnego żerowania, które głównie przypadają na porę nocną, lecz z powodzeniem można go łowić również w dzień, na pewno nie kierując się tymi samymi regułami, a jest to chyba najczęściej popełniany błąd przez wędkarzy, którzy z sandaczowych wypraw wracają zmarznięci i zniechęceni do domu o „przysłowiowym kiju”. Pozostaje, więc mętnooki w opiniach wielu, trudny i mało dostępny a ci, którym się udało po prostu mają więcej szczęścia. Gdybym nie doświadczył podobnych scen w życiu z pewnością ja również w zimne listopadowe wieczory wygrzewałbym zmarznięte nogi przy ciepłym kominku. Jednak determinacja i chęć przechytrzenia bądź, co bądź tylko głupiej ryby spowodowała, że po dzień dzisiejszy wiem ile pracy trzeba włożyć by poczuć smak zwycięstwa i wewnętrznego samozadowolenia z osiągniętego sukcesu...
więcej na http://www.garbus-fishing.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze