Witam wszystkich ! Wracam po dlugiej przerwie i staram się rozgryść stronke bo po trzech latach mocno sięzmieniła. Przeglądając wszystko natrafiłem na wpis na blogu kol. wedkarz2309 dotyczacy minionego sezonu. Skłoniło mnie to do opisu mojego sezonu bo byl specyficzny a więc po kolei;---Sezon zacząl się dla mnie od poroztopowych wypadów za krasnopiórka niepowiem efekty były niezłe ale podziele się doświadczeniem i podpowiem że tylko blisko ziela,w półwody i jedynie na czerwonego-efekt niezły bo od kilku do kilkunastu sztuk a wśród nich 30-tki czasem trafił się też okonek,mniej wiecej od kwietnia zaczął współpracować karaś ale szczerze to dla mnie tylko placebo, jak pewnie wiecie dla mnie sezon to moment gdzie moge swobodnie wyjść ze spinem no i nastał maj Pierwszy wypad no i już sukces co prawda niewielki ale zębaty 53 też potrafi ucieszyć nastepny dzień powtórka z tym że 55 i ten miał szczęście i wrócił do wody po pierwsze dla tego że jak dla mnie jeden miesięcznie wystarczy apoza tym w głowie mam tylko okonia (ponad40) może to wyda się głupie ale łowie ponad 30 lat i to z naprawde niezłym efektem ale 40-taka nie dopadlem Zawsze były 38,39 nawet w ilościac "przemysłowych"ale 40-tak nigdy niestety tak się złożyło że że niemam stałej roboty i pracuje na telefon więc planowanie wypraw nie wchodzi w gre no i w sumie chyba tak gdzieś do polowy lipca na rybach bylem tylko kila razy. no ale mam takiego swojego małego jobla w głowie czyli jak raz w roku nie zawitam na Jure to po mnie . ,jak zwykle plany szlag trafił bo myślałem tam zawitac w maju a udało się w sierpniu ale powiem Wam że było warto mimo że początek nie był zachęcający. Najpierw spóżnił sie bus na dworzec dzieki czemu pociąg zwiał i musiałem podróżować w "luksusie"intercity przez 30minut za mniejwięcej paczke fajek więcej ,w miejscu przesiadki :Zawiercie: okazalo się ze PKSy wcięło i są tylko busy jadące według tylko sobie znanego rozkładu no i jak już jadą to do miejcowości z któirej mam i tak pare kilosowów z buta no ale co tam W KONCU JESTEM NA JURZE a nawet godzinny spacetrek z tobo lami przez las może być tylko dodatkową atrakcją...w końcu dotarłem do celu . Plan krótki ;wykup zezwolenia,zaopatrzenie w browarek,wuszt na ognisko, małe co nieco i spać. no i rano oczywiście wypad skoro swit-tak też zrobiłem. Rano jeszcze po ciemku kawka na ognisku dwa gryzy odgrzanej kiełbaski spin do łapy i w droge a że mam dziwną nature to nigdy nie łaże tymi samymi drogami a więc jeżeli w zeszlym roku poszedłem na azymut przez las i tu się pochwale że w drodze na rybki 2 kanie i pare prawdziwków to teraz postanowiłem iść bokiem przez łąke wzdłuż czegoś co niby jest niby strymyczkiem (max1,5m .szerokości )a średnia głebokość to ok.20cm Tak przedzierając sie przez krzaki ,jałowce i mlode sosny zbliżałem sie do celu jednak co jakiś czas spoglądając w to COŚ co jedynie z szacunku nazwałbym strumyczkiem no i szok Za kawałkiem zwalonego pniaczka mały charakterystyczny cień ?myśle zębaty ale co on by tu robił no ale nic instynkt myśliwego czytaj lowcy wziol góre ,szyba decyzja mała obrotowka i próba co będzie. puściłem blaszeczke pod prąd jakieś 2 metry powyżej i szok blaszka klap i tu chlap ki diabeł mysle ale po dosłownie sekundzie już wiedziałem zakląłem szpetnie jak Chrabia z Rumcajsa po francuscu toć to k.... kropek k...najprawdziwszy Nie macie być może pojęcia ale ta jedna ryba była esensją dla mnie całego sezonu była bardziej niespodziewana jak wygrana w totka a na drugi dzien był drugi ale niestety tęczak ale też dał kupe radości Poza tym na zalewie dopadłem kilka ladnych okoni i 2 szczuple,a do końca sezonu jeszcze pare standardow czyli ;liny,karpie,szczupłe,okonie ale jak na cały rok to ogólnie marnie można bytak powiedzieć a jednak ten KROPEK w tym niespodziewanym miejscu sprawil że ten sezon był OK
Komentarze