Reklama

Sięgając wstecz

11/02/2011 21:23


Przeglądając forum „wedkuje.pl” czytam i często staram się odpowiedzieć czy podpowiedzieć komuś w jego zapytaniu czy wątpliwości. A to w związku z zakupem kołowrotka, a to wędki, spinningu czy przynęty. Często zapytania dotyczą łowisk oraz metod połowu wszelkich ryb występujących w Polskich rzekach, jeziorach i innych akwenach wodnych. Czasem odpowiadam z „marszu” tzn. bez szczególnego zastanowienia. Ot tak po prostu doświadczenie nabyte przez ponad 40 lat wędkowania. Co ja mówię wędkowania! Samokształcenia i nabywania doświadczeń na „żywym organizmie”, czyli na sobie. Powie ktoś; co ty gadasz? Przecież wszyscy ludzie uczą się od innych! No tak, tylko teraz jest łatwiej(?) o informację. Jest wszechobecny Internet, są najróżniejsze czasopisma, informatory i sklepy wędkarskie z doświadczonymi sprzedawcami-wędkarzami. W tychże sklepach (a przynajmniej w moim, gdzie mieści się siedziba mojego koła „Sumik” Police) można się poradzić, co do zakupu sprzętu i łowisk. Jednak to wszystko za mało. Bo stajemy nad łowiskiem, nęcimy, zarzucamy przynętę i tylko czekać, jak za chwile zacznie się „eldorado”. To samo dotyczy łowisk pstrągowych i innych w metodzie spinningowej. Nasłuchamy się, zakupimy sprzęt, jeszcze tylko wolne od szkoły czy urlop w pracy i połowimy. Niestety nie zawsze! Wtedy często wśród młodych wiekiem wędkarzy, a także tych starszych, ale stawiających swoje pierwsze kroki nad wodą rodzi się pytanie i zwątpienie – czy aby na pewno wszystko, co mi odpisali jest prawda? Czy to, co doradził mi sprzedawca w sklepie wędkarskim jest na pewno TO?

Ja po przeczytaniu kilku takich postów zamykam oczy i przypominam sobie moje początki – lata 60-te. Wówczas nie było Internetu, a sklepów wędkarskich było w mieście raptem dwa. Tak dwa na cały Szczecin! Jeden „Polspingu”, a drugi „myśliwski’, w którym był kawałek lady ze sprzętem wędkarskim. To dopiero były dylematy. Nie takie, jak teraz – w nadmiarze sprzęty. O zanętach w sklepach nikt nie słyszał, a „metody” połowu ograniczały się do kija z trzciny bambusowej i czasem spinningu z pełnego szkła. Ciężkich jak cholera. Bo, jak tu pisać o metodach innych niż popularny spławik, grunt i czasem spinning. Doradztwo w takich sklepach polegało na tym, ze pytałem; kiedy następna dostawa? Odpowiedzią było rozłożenie rąk i stwierdzenie „…a, bo ja wiem?”. Od starszych wędkarzy też nic człowiek nie wyciągnął. Pozostało doświadczenie Ojca, który mnie wiele nauczył, lecz szybko się człowiek usamodzielnił. Tak wędkarsko. Po prostu mijaliśmy się czasowo. On pracował sześć dni w tygodniu (starsi pamiętają, że nie było wolnych sobót), a ja ze szkoły wracałem wcześniej i… na ryby! Tam powoli, na własnych błędach uczyłem się wędkarstwa. Bambus krótki, dłuższy. Przypon z takiej żyłki i takiej długości (nota bene wyboru to wielkiego nie miałem). Zanęta? Najlepsza Pszenica i Pęczak – na wszystko. Przynęta to czerwony robak i ciasto z chleba. Ach, co to były za czasy… Człowiek do nikogo nie miał pretensji, o zakupiony sprzęt wędkarski w szeroko pojętym znaczeniu. Spinningu nie wspomnę. Chociaż na swój pierwszy – kombinowany i składany przeze mnie – złowiłem swojego pierwszego Suma 25kg i 145cm dł. Chudy był:) . Żyło się dla samego wędkowania, nie dla wyników (przynajmniej Ja). Człowiek – wędkarz – poprzez całoroczne zmagania z dylematem; wędka, zanęta, przynęta i wynik(?) – nie było czegoś takiego! Było tzw. „czytanie wody”, co również funkcjonuje do dziś. Ale nie potępiam młodszych wędkarzy. Młodszych nie tylko wiekiem, ale i doświadczeniem. Mam wielu kolegów wędkarzy, którzy są ode mnie młodsi, co najmniej pokolenie i od nich też można się wiele nauczyć.

To, że ktoś pyta nie znaczy, że pozna wszystkie nasze TAJEMNICE, bo tak naprawdę takich niema! Są tylko niepoznane jeszcze aspekty wędkarstwa. I nie należy się obrażać, że ktoś zapyta na forum, (co się często zdarza), a rzetelnie odpowiedzieć, podpowiedzieć bez urazy, że ktoś pyta. Jednak zachęcam wszystkich młodych wędkarzy, aby starali się dopasować do własnej osoby swoje zapatrywania, bo dla jednego wędka „X” jest najlepsza, a dla nas jest nie do przyjęcia. Punkt widzenia zależy od… predyspozycji wędkarza, łowiska i doświadczenia nabytego na łowisku. Oczywiście nie wszyscy muszą się z tym zgadzać, więc zachęcam tym samym do własnych przemyśleń z wypraw wędkarskich.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama