A wiec pewnego sierpniowego weekendu ustaliłem ze znajomym ze jedziemy na rybki na nockę (kanał Cegielinka) pogoda była bezchmurna i ciepła, spakowaliśmy wędki i w drogę :) Po dotarciu na miejsce około godz.20.00 szybki wybór miejsca i rozstawianie zestawów, robiło się coraz ciemniej z minuty na minutę wędki zarzucone wiec zaczynamy... Kolega miał duże krzesło wędkarskie do którego przymocował podpórki a na nich położył
wędki... krzesło obłożył sporymi kamieniami ...mylą ze nic tego nie ruszy...zbliżała się godzina około 24.00 ja poszedłem jakieś 200 m dalej on położył się na karimacie i chyba przysną :). Tak siedząc w ciszy nagle słyszę dźwięk sygnalizatora u niego początkowo pikało co jakiś czas wiec nie odzywałem się ani słowem z chwilą sygnalizator mocniej już pikał wiec zawołałem śpiącego kolegę i nic nie reagował idąc w jego stronę.
OK obudził się :) sygnalizator nagle zaczął masakryczne piszczeć Kolega zerwał się lecz zanim wstał patrzymy krzesło się rusza chyba wyciągnęło całą żyłkę... nagle jak nie szarpnie, ja stałem ze zdziwieniem i tylko patrzałem jak znajomy goni krzesło po nabrzeżu razem z jego wędkami :) ale udało się złapał w ostatniej chwili i zaciął no nie udało się, wyciągną z wody tylko stare duże kopytko(bodajże musiało tkwić w pysku sum a ) Po tej akcji usiadł i powiedział ze już nigdy więcej nie zrobi tak ze swoim krzesełkiem i nie będzie spał na nocce :) Ja się naśmiałem z tego później razem z nim i innymi wędkarzami którzy również to widzieli reszta nocy minęła spokojnie.
Także wędkowanie czasem bywa bardzo zabawne nigdy nie wiadomo co nas czeka pozdrawiam i życzę miłego czytania :)
Komentarze