Pewnego sierpniowego ranka wybrałem się na ryby. Wziąłem ze sobą dwie spławikówki i wybrałem się tam gdzie zawsze, czyli nad mój staw. Łapał ze mną dziadek.
Do godziny 15.00 łapałem karasie, trochę większe niż dłoń. Złapałem ich około 30. Pomyślałem, że pójdę do domu po spinning. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem.
Łapałem na tę samą wirówkę, na którą złapałem pierwszego szczupaka. Rzuciłem kilka razy i upłynęło jakieś 10 minut. Pomyślałem o pierwszym szczupaku i rzuciłem wirówkę w to samo miejsce gdzie go złapałem. Nastąpiło branie i moje zacięcie. Siedzi!- krzyknąłem. Hol szczupaka trwał około 5 minut. Chciał nawet uciec w tatarak. Po wyciągnięciu i zmierzeniu okazało się, że ma 60 cm.
Chciałbym dodać, że to był szczęśliwy dzień, bo dziadek złowił dwa japońce około 2 kg.
Komentarze