10.0pt;font-family:" arial","sans-serif""="">Niedawno przeglądając moje zasoby archiwalne folderu RYBY odnalazłem stary wordowski plik z wierszem „Siódmy Dzień”. Ta moja rymowanka powstała na przełomie XX i XXI stulecia. Była próbą odpowiedzi na fajny wierszyk „NA RYBY” wyrecytowany przez Lecha D. podczas naszej zimowej wyprawy na Chańczę w 1998 roku.
Siódmy dzień
Do Czwartku, jak w niemocy,
Tydzień, jak ślimak leniwie się toczy.
A gdy wreszcie do Piątku się dowlecze,
Pora na moje, zakupy w MUDAR markecie.
Już w sobotę, czas w galopie,
Na działce coś tam skopię.
Trawę skoszę, piwo wysuszę,
Do domu, o 13-tej wyruszam.
Pakuję podbierak, siatkę i wędki,
Sprawdzam zapas haczyków i moc żyłki.
Nętę szykuję, pęczak gotuję,
I od Lecha telefonu wyczekuję.
Wreszcie, sygnał po dwudziestej,
Jedziesz pyta, wyjazd o trzeciej.
Dryndam do Mietka i Andrzeja,
Umawiam, również Macieja.
Budzik mnie o drugiej ze snu wytrąca,
Łyk kawy, dopiero do życia przywraca.
Sprzęt, na plecy i dyla z domu daję,
Licząc,na Wielkie Wędkowanie.
Leszek „Smoczusiem”, bez spóźnienia,
Po kolei, z domów nas wybiera.
W aucie, o strategii monolog Janusza,
Do słowa nikogo nie dopuszcza.
Ciszą nas zalew w Pińczowie wita,
Słychać nawet plusk polującego drapieżnika.
Jeszcze o zmroku, wszyscy ruszają,
Na wyścigi, krety kopców pozbawiają.
Każdy na nętę ma receptę swoją,
I ją miesza z nadzieją .
Że to on skusi rybę,
Jak szatan jabłkiem Ewę.
Już widno, już dnieje,
Rywalizację, rozpoczynamy nęceniem.
Lech, czyni to najgłośniej,
Kul wrzucając, siedem, nie mniej.
A po napięcia chwili, branie,
Przez wszystkich tak wyczekiwane.
Spławik, jak błyskawica,
Pod wodę znika.
Nie każde zacięcie, sukcesem się kończy,
Puste, ciche przekleństwo wieńczy.
Przez cały dzień pojedynek się toczy,
Pokonana, niejedna ryba w rękawie kończy.
To co przyjemne, szybko upływa,
Czternasta, do powrotu nas wzywa.
Każdy z nadzieją, do wagi rusza,
Że jego ryba, pobije mistrza Janusza.
Wyczerpany po dniu pełnym zdarzeń,
Sączę piwo, słuchając kolegów wrażeń.
Wspólne przeżycia, alkohol wypity,
Więc się wszystkim rozwiązują języki.
W powrotnej drodze sen zmógł nawet Krzycha,
Nie Janusza, któremu do Kielc buzia się nie zamyka.
I tak w grupie przyjaciół co tydzień,
Świętuję inaczej, siódmy dzień.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze