Reklama

Siódmy dzień

16/10/2015 15:21

10.0pt;font-family:" arial","sans-serif""="">Niedawno przeglądając moje zasoby archiwalne folderu RYBY odnalazłem stary wordowski plik z wierszem „Siódmy Dzień”.  Ta moja rymowanka powstała na przełomie XX i XXI stulecia. Była próbą odpowiedzi na fajny wierszyk „NA RYBY” wyrecytowany przez Lecha D. podczas naszej zimowej wyprawy na Chańczę w 1998 roku.

Siódmy  dzień

Do Czwartku, jak w niemocy,

Tydzień, jak ślimak leniwie się toczy.

A gdy wreszcie do Piątku się dowlecze,

Pora na moje, zakupy w MUDAR markecie.

Reklama



 Już w sobotę, czas w galopie,

 Na działce coś tam skopię.

 Trawę skoszę, piwo wysuszę,

 Do domu, o 13-tej wyruszam.


Pakuję podbierak, siatkę i wędki,

Sprawdzam zapas haczyków i moc żyłki.

Nętę szykuję, pęczak gotuję,

I od Lecha telefonu wyczekuję.


Wreszcie, sygnał po dwudziestej,

Jedziesz pyta, wyjazd o trzeciej.

Dryndam do Mietka i Andrzeja,

Umawiam, również Macieja.


Budzik mnie o drugiej ze snu wytrąca,

Łyk kawy, dopiero do życia przywraca.

Sprzęt, na plecy i dyla z domu daję,

Licząc,na Wielkie Wędkowanie.

Reklama


Leszek „Smoczusiem”, bez spóźnienia,

Po kolei, z domów nas wybiera.

W aucie, o strategii monolog Janusza,

Do słowa nikogo nie dopuszcza.


Ciszą nas zalew w  Pińczowie wita, 

Słychać nawet plusk  polującego drapieżnika.

Jeszcze o zmroku,  wszyscy ruszają,

Na wyścigi, krety  kopców pozbawiają.


Każdy na nętę ma receptę swoją,

I ją miesza z nadzieją .

Że to on skusi rybę,

Jak szatan jabłkiem  Ewę.


Już widno, już dnieje,

Rywalizację,  rozpoczynamy nęceniem.

Lech, czyni to najgłośniej,

Kul wrzucając,  siedem, nie mniej.

Reklama


A po napięcia chwili,  branie,

Przez wszystkich tak  wyczekiwane.

Spławik, jak  błyskawica,

Pod wodę znika.


Nie każde zacięcie, sukcesem się kończy,

Puste, ciche przekleństwo wieńczy.

Przez cały dzień pojedynek się toczy,

Pokonana, niejedna ryba w rękawie kończy.


To co przyjemne, szybko upływa,

Czternasta, do powrotu nas wzywa.

Każdy z nadzieją, do wagi rusza,

Że jego ryba, pobije mistrza Janusza.


Wyczerpany po dniu pełnym zdarzeń,

Sączę piwo, słuchając kolegów wrażeń.

Wspólne przeżycia, alkohol wypity,

Reklama

Więc się wszystkim rozwiązują języki.


W powrotnej drodze sen zmógł  nawet Krzycha,

Nie Janusza, któremu do Kielc buzia się nie zamyka.

I tak w grupie przyjaciół co tydzień,

Świętuję inaczej, siódmy dzień.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama