Nie wiem dlaczego, ale najbardziej szczupak - potocznie zwany kaczorem - pociąga wędkarzy, szczególnie wiosną. Tak jak rok wcześniej postanowiliśmy ze szwagrem i naszymi rodzinami udać się do znanego nam już ośrodka wypoczynkowego w powiecie bytowskim. Po zameldowaniu się i załatwieniu wszystkich formalności, udaliśmy się na jezioro, przygotowaną wcześniej łodzią. Jezioro Czarne Dąbrówno o przejrzystości wody do 7m i średniej głębokości blisko 20m. Popłynęliśmy w znane miejsce za pobliską wyspę i tuż przed spokojną zatoczkę, gdzie znajduje się wypłycenie do 5m.
Po uzbrojeniu naszych zestawów w odpowiednie przynęty rozpoczęliśmy nasze spinningowanie. Szwagier próbował wszystkiego co miał - gumy, wirówki, wahadłówki i nic. Ja natomiast penetrując toń sliderem za drugim rzutem miałem już szczupaka na haku. Nie wiem, ale te majowo-czerwcowe szczupłe są nadzwyczaj waleczne, nie to co ospałe jesienne belki. Kilka wyskoków nad wodę, z rozwartym pyskiem w celu uwolnienia się z haka. Ryba jest niewymiarowa i wraca do wody. Kilkanaście następnych rzutów i znowu siedzi. Taka sama reakcja, kilka świec, które i tak nic nie dały. Następny szczęśliwie wraca do wody. W końcu zapięła się 50-tka i wylądowała w łodzi.
Wyjąłem z pudełka bezsterowca Cormorana i podałem szwagrowi. Uzbroiwszy zestaw w tegoż woblera po kilku rzutach coś szamotało się na jego wędzisku. Oczywiście następny skaczący kaczor, jakby nie wiedział, że i tak to nic nie da. Potem było jeszcze kilka, ale takie pistolety.
Wiedząc, że grill już jest dobrze rozpalony przez nasze małżonki, wróciliśmy do naszego pomostu. Po krótkim biesiadowaniu udaliśmy się na spoczynek. To było nasze małe szczupakowe eldorado.
Komentarze