W końcu jednak przyszedł ten dzień. Trochę na dworze wietrznie i pochmurno, ale wypadu nad rzekę teraz nie odpuszczę.
Zajechałem w upatrzone wcześniej miejsce nad rzekę i po wyjściu z auta, dosłownie upajałem się urokliwym widokiem rzeki, drzewami puszczającymi soczyste pąki oraz zapachem wiosennego powietrza. Przebierając się, starałem się jednocześnie obserwować to, co się dzieje na wodzie.
Pierwsze uderzenie ryby zanotowałem dopiero po kilkunastu minutach, pod mocno pochyloną nad wodę i muskającą swoimi gałęziami, starą wierzbą. Miejsce ciężkie do obłowienia, gdyż stanowisko znajdowało się na napływie na główkę, a ryba schowana jest pod gałęziami na wstecznym prądzie. Całą sprawę komplikuje jeszcze wysoki poziom wody, uniemożliwiający wprowadzenie przynęty z prądem rzeki w rejon żerowania ryby. Innym razem może się to uda.
Skierowałem swoje kroki pod prąd, udając się w rejon położonego w poprzek rzeki starego dębu. Grube konary podtopionego drzewa, spowalniają tam prąd powierzchniowy. Główny nurt znajduje się w tym rejonie pod przeciwległym brzegiem, natomiast od wspomnianego drzewa rozciąga się interesująca mnie przykosa.
Po dotarciu na miejsce, przystąpiłem do montażu zestawu. Wyciągnąłem z pokrowca wiekowy spinning Jaxon Futura Pro Jig 5-17g, 2,70m, podłączyłem do niego kołowrotek Mikado NanoCrystal VTX 1008, z precyzyjnie nawiniętą, świeżutką żyłeczką Jaxon Monolith Spinning 0,16mm o wytrzymałości 6kg. Do mocowania do zestawu malutkich woblerków przygotowałem agrafki do szybkiego montażu z krętlikiem, Spinwal no. 20A. Cienka żyłeczka, mała agrafka, na dodatek pochmurno i silny wiatr oraz brak lepszych okularów, skutecznie utrudniał mi zawiązanie agrafki. W końcu ta sztuka mi się udała po kilku próbach i przystąpiłem do sprawdzania przynęt. Najpierw malutka Abra, później pękaty Roy, Karaś, Golbat i na końcu Feroxy. Raz pod prąd, to znów w poprzek, z prądem i przy samym brzegu, starając się za każdym razem zapamiętać jak najwięcej szczegółów z pracy przynęty. Zdjęcie za zdjęciem w różnych ujęciach i tak zleciały mi dobre dwie godzinki.
Postanowiłem przenieść się na inne miejsce bliżej rejonu, gdzie odnotowałem zaraz po przyjeździe uderzenie ryby. Zszedłem ze skarpy na niewielki blat, częściowo zabłocony ustępującą wodą, mając po prawej pod brzegiem leniwy prąd wsteczny.
Pod nogami miałem solidny kamień i kawał suchej kłody. Usadowiłem się na niej wygodnie, założyłem zielonego Feroxa FST
i zacząłem systematycznie obławiać miejscówkę, stosując różne warianty prowadzenia przynęty. Wykonałem dwa rzuty i za trzecim poczułem silne przytrzymanie, a następnie mocne doginanie szczytówki. W pierwszym momencie pomyślałem o jakiejś solidnej gałęzi, jednak intensywność doginania wędziska jednoznacznie zaczęła świadczyć o tym, że jednak zapiąłem jakąś rybkę. Po kilku spokojnych odejściach na boki, ukazał mi się najpierw zielony grzbiet woblerka,
a następnie pysk, nawet ładnego szczupaka.
Patrzę uważniej na przynętę, zaczepioną delikatnie jednym grotem przedniej kotwiczki za pysk drapieżnika i zastanawiam się, dlaczego ogon woblera sterczy u licha do góry. Po chwili zakończyłem hol miękkim lądowaniem ryby na zieloną trawkę i przy wypinaniu kotwiczki okazało się, że żyłka podwinęła się pod ogonową kotwiczkę podnosząc przynętę ogonową częścią do góry. Wywnioskować by można, że atak szczupaka nastąpił zdecydowanie od dołu, na przód przynęty
i możliwe, że przy jednym z młynków, które ryba wykonała podczas holu, doszło do tego śmiesznego zamieszania. Takim to skutecznym akcentem, zakończyłem swoją pierwszą zabawę z woblerkami Jaxon Holo Select.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze