Reklama

Słoneczna niedziela i miła niespodzianka

25/07/2011 01:11
Gdy budzik zadzwonił dziś rano, pierwsza myśl, jaka pojawiła mi się w głowie, brzmiała "czy jest w końcu ładna pogoda?". Na szczęście powitał mnie słoneczny poranek. Pierwsza od wielu dni okazja, aby wybrać się nad wodę i do tego piękna pogoda, która ostatnimi czasy nie rozpieszczała nas zanadto. Kilka domowych obowiązków opóźniło wyjazd i nad wodą znalazłem się o bardzo niewędkarskiej porze, bo około godziny 11:00. Kto by się jednak przejmował takimi detalami, skoro woda przyciąga jak magnes :), do tego piękna słoneczna pogoda, wręcz upał, a ja lubię się powygrzewać nad wodą.

Gdy dotarłem na łowisko, okazało się, że jestem jedynym wędkarzem. Zasięgnąłem informacji od miejscowych i podobno rano było bardzo dużo ludzi, ale zmyli się, bo ryba nie brała. Nie zrażony słabymi wiadomościami rozłożyłem sprzęt - delikatny picker, przypon 0.12, mały haczyk. Podobno niewielki leszczyk coś tam podskubywał, więc postanowiłem łowić "na słodko". Zanęta do koszyczka, na haczyk kanapka z robali i kukurydzy, zestaw w wodzie, ja wygodnie się rozsiadam. Ledwie zdążyłem się usadowić (dosłownie 2-3 minutki) i branie, dość delikatne. Zacinam i odjazd! Pierwsza myśl - karpik, ale po kolejnych długich sekundach wyciągania żyłki z kołowrotka zmieniam "karpik" na "karp". Generalnie niewiele mogłem zrobić z tak cienkim przyponem. Podkręciłem hamulec na ile mogłem maksymalnie i czekałem, a rybka jak gdyby nigdy nic sobie płynie :). Gdy na kołowrotku zostało mi już mniej żyłki, ryba zwolniła i w końcu się zatrzymała. Próbowałem pompować powoli, ale znów odjazd i w końcu ryba wbiła się w zielsko, które porasta gęsto większość dna jeziora. Na siłę ciągnąć nie mogłem, więc popluzowałem żyłkę. Udało się, ryba ruszyła ponownie, ale po chwili znów wlazła w zielsko, tym razem na dobre. Nic nie dawało efektów, w końcu ryba zaplątała koszyczek w zielsku i urwała przypon odpływając z haczykiem w pysku.

Pomyślałem sobie, że widocznie ktoś przede mną na tym stanowisku nęcił na słodko i karpie pojawiły się, gdy wszyscy opuścili łowisko. Fart. Szybko wymieniłem przypon, niestety nie miałem nic grubszego. Przynęta ta sama i zestaw wylądował w wodzie. Po kilkunastu minutach branie i znów odjazd! Tym razem jednak poszło łatwiej, bo i rybka mniejsza. Po 20 minutowej walce rybka szczęśliwie ląduje w podbieraku. Pobieżne pomiary wykazały 50cm i niewiele ponad 3kg. Bardzo się ucieszyłem, gdyż nie mam wielkiego doświadczenia w łowieniu dużych ryb :).

Moim łupem padło jeszcze kilka mniejszych już niestety ryb i około godziny 15 zwinąłem się do domu. Kolejny raz rybki pokazały, że mają w nosie wędkarskie prawidła i brały kiedy chciały. Nie mogę już doczekać się następnego weekendu i wypadu na ryby w moje rodzinne strony i na najlepsze miejscówki z dzieciństwa :).
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama