Reklama

Smutny, niecodzienny połów

19/01/2009 23:30
WITAM WSZYSTKICH !!!
Obiecałem opisać moje niecodzienne połowy, a więc przyszedł czas na drugi: w maju 1984roku pojechałem pierwszy raz na staw Tysiąclecie - kumpel polecił, no i stawik okazał się całkiem ok. Okonki, leszcze, płotki - można było się pobawić. Jeździlem tam rowerem parę dni i trafiły mi się dwie spore liny, zauważyłem, że siedzą w trzcinach przy samym brzegu, postanowilem łowić z boku, a to miejsce dziennie delikatnie nęcić przez parę dni pęczakiem.

Minął kolejny tydzień i postanowiłem z samego rana zapolować na lina potwora. W niedzielę byłem na miejscu ok 6.00 i łowię, ok. 7-mej linek 30 i cisza ok. 8-mej obok na lawce usiadła jakaś ekipa i obserwowała (staw w centrum osiedla) po pół godzinie kolejne branie i jest to na co czekałem - męczyłem go z 15 minut, bo same ziele, ale w koncu widzę linka ok. 60cm, w tym momencie podeszła ekipa z ławki - myślałem, że chcą pomóc z podbierakiem, bo nie bardzo mogłem dosięgnaąć, ale szok.

Jeden mnie chwycił i przepalił żyłkę papierosem, a potem??? Po pysku, wzięli mi mojego wygranego ABU z wędką i ze śmiechem odeszli - rower mi się został to ta DRUGA SMUTNA HISTORIA.
PS Od tego czasu tam nie byłem.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama