Reklama

Sobota grzyby -niedziela ryby

24/10/2016 22:33

Jest piątek i koniec dniówki tak zwanej ,atmosfera w robocie delikatnie mówiąc tragiczna ale za płotem Bercik z warsztatu obok a to osoba, z którą nie dość  że można pogadać ale jest i facetem naprawdę na POZIOMIE !Poprostu swój chłop więc wpadłem na pomysł by zaliczyć las w sobotę po "szychcie" bo ów człek należy do grupy zmotoryzowanych :-) no i należy do tych sczegolnie mi bliskich co pobyt na łonie natury cenią ponad wszystko.
z lekkim półgodzinnym poślizgiem jedziemy i wybieram miejsce gdzie jest doprawdy zawsze wysyp z tym że nie grzybów a grzybiarzy i wszyscy prawie biegiem walą w głąb lasu depcząc nieraz niezłe okazy .My na spokojnie na skraju lasu i po godzinie zadowoleni z efektu grrzybobrania wracamy.
...Każdy ma z nas na tyle by zrobić sobie KONKRETNĄ "smarzonke" i jeszcze mamy zapas do np. świątecznego bigosu tak że plan  w polowie wykonany ! Z tym że w połowie to dotyczy soboto niedzieli bo jak chodzi o sobotę to plan na 200% bo nie dość że grzyby.las to jeszcze miło spędzony czas z naprawdę wartościowym kolegą i w sumie to chyba było najwazniejsze
 Ta polowa dotyczy tylko mnie bo prze demną niedziela a jak w tytule?>??
parafrazując słowa Sztywnego Pal azji "nad nami niebo ,pod nami pieklo - na ziemi raj "-jakos tak to było :-)a w moim przypadku :sobota grzyby,niedziela ryby i w sercu raj.
 Jest niedziela i czekam na sygnał - mamy jechać na przemszę ale lipa - kumpel nie da rady,jakby dał znać dosłownie kilka minut wcześniej to zdąrzył bym na busa a tak po chwili "wkurzonego" namysłu padło kolejny raz na bryś .
Na miejscu jestem po szesnastej,wody już praktycznie nie  ma ale po kiklku minutach obserwacji wyczaiłem dwa miejsca aktywności drapieżnika z tym ze pierwsze daleko i tragicznie płytko a drugie za przeszkodą w trzinowisku ,sytuacja arcy trudna-powoli ,zapalimy pomyślimy powiedziałem sam do siebie i myśle - najlepszy byłby woblerek pływający ale za daleko - po za zasięgiem,pozostaje obrotówka z maks uniesioną szczytówką i maksymalną prędkością ściągania  lub w tej samej wersji prowadzone moje odchudzone wahadełko,wybralem to drugie -rzut i około dwa metry za blisko i zbyt daleko od zawady,powtórka i lepiej,zasięg ok. ale mogło by być bardziej równoleglej do trziny i ZACZEPU . No nic ,walczymy dalej by posłać blaszkę dokładnie po myśli ale niestety podmuchy zmuszają mnie do wzięcia tzwz(marginesu) i blaszka za każdym razem jak na mój gust zbytnio z boku no i po kolejnym rzucie ostry szlag zanim zdążylem ruszyć korbką, tak że widziałem atak i atakującego ,postanowiłem nie zacinać nawet, ze względu na wymiary owego ŻARŁACZA -ok30cm :-) nastepne podejście bardziej ryzykowne na sam skraj no i efekt taki że może blaszkę odzyskam jak zimą przymrozi i da się tam wleźć...
Czas na zmianę czyli na wiróweczkę ,ostatni wolfram zapięty i blaszka arcy agresywna ,pierwsza próba i wisi pasiaczek,ot taki około dwudziestki.
Przenioslem się na przeciwległy skraj trzciny ,tam też dało się wypatrzeć jakiś ruch w wodzie z tym że już się ściemnia no ale do busa mam z dwadzieścia minut - myślę - do trzech razy sztuka i czas się zwijać .Z trzech podań zrobiło się  pięć i to ostatnie dało następnego pasiaczka...na busa biegiem ale zdążyłem .
 Niewiem jak wy ale ja po miesiącu posuchy poczułem się jak w niebie (pierwsze grzybobranie tego roku i miesięczna rozłąka z kijami) a tu dwa w jednym :-) Jak dla mnie super weekend !
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama