Reklama

Sobotni karp

20/11/2008 20:59
Zaczęły się zimniejsze dni. Zapowiadają już pomału opady śniegu, dlatego dopóki jest znośnie postanowiłem wyskoczyć jeszcze na „małego pickera” i „sprężynkę” na starorzecze rzeki Warty do Dębna. Cel zasiadka na karpia. Szybkie przygotowanie: pierwsza wędka typu picker, uzbrojona w żyłkę główną 16-stkę, przypon 14-stka, koszyczek zanętowy z obciążeniem 5g ,haczyk nr 8. Druga wędka: gruntówka ciężar wyrzutu 80g, uzbrojona w żyłkę główną 20-stkę, przypon 18-stka, sprężyna, haczyk nr 8. Zanęta: gotowa zanęta firmy Traper na karpie, zawsze kupuje z tej firmy i naprawdę polecam. Przynęta: kukurydza tutti-frutti.

Pojechałem z żoną w sobotę dość póżno, bo na miejscu byliśmy dopiero, o godz.12.00. Po rozrobieniu zanęty, sporządziłem kule wielkości pomarańczy i od razu zanęciłem wybrane miejsce. Resztę zanęty zostawiłem, do sprężyny i koszyczka. Po ok. pół godzinie, miałem jedno branie, ale nie udało mi się zaciąć, po kilku minutach drugie i wyciągnąłem przyzwoitego karasia. Chciałem mu zrobić zdjecie, ale niestety moja żona zapewne znudzona oddaliła się w nieznanym kierunku, wraz z aparatem, a ja oczywiście nie wyciągnąłem siadki z samochodu.

Robię tak coraz częściej, gdyż i tak złowione ryby zaraz wypuszczam. Pomyślałem sobie, dobrze, się zaczyna. Niestety byłem w błędzie, nastepna godzina i nawet trącenia ryby. Ani jeden, ani drugi kij „nie dawał oznaków życia”. Żona zniecierpliwiona coraz częściej powtarza, że może już dosyć i żebyśmy wracali. Szczerze mówiąc nie było za przyjemnie zaczęło delikatnie popadywać, był nieprzyjemny silny wiatr.

Już się prawie dałem namówic do powrotu, a tu drgająca szczytówka pieknie się przygieła, zacinam i jest, czuje duży opór. Myślę…karp, a może lin, wiem jedno, na pewno nie karaś, chociaż on też agresywnie walczył. Ryba niestety ciągnie niebezpiecznie w pobliskie korzenie, zatopione konary drzew. Musiałem jej dużo popuścić, żeby sama z nich wypłynęła. Poszedłem razem za nią umiejętnie wyprowadzając. Po kilku minutach wyciągnąłem ok. dwukilowego karpia. Nie był to może olbrzym, ale satysfakcja i radocha ogromna. Sami zresztą wiecie jak to jest. Sobotnia wyprawa, w pełni się udała. Ryba oczywiście wróciła do wody.


Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama