Zaczęły się zimniejsze dni. Zapowiadają już pomału opady śniegu, dlatego dopóki jest znośnie postanowiłem wyskoczyć jeszcze na „małego pickera” i „sprężynkę” na starorzecze rzeki Warty do Dębna. Cel zasiadka na karpia. Szybkie przygotowanie: pierwsza wędka typu picker, uzbrojona w żyłkę główną 16-stkę, przypon 14-stka, koszyczek zanętowy z obciążeniem 5g ,haczyk nr 8. Druga wędka: gruntówka ciężar wyrzutu 80g, uzbrojona w żyłkę główną 20-stkę, przypon 18-stka, sprężyna, haczyk nr 8. Zanęta: gotowa zanęta firmy Traper na karpie, zawsze kupuje z tej firmy i naprawdę polecam. Przynęta: kukurydza tutti-frutti.
Pojechałem z żoną w sobotę dość póżno, bo na miejscu byliśmy dopiero, o godz.12.00. Po rozrobieniu zanęty, sporządziłem kule wielkości pomarańczy i od razu zanęciłem wybrane miejsce. Resztę zanęty zostawiłem, do sprężyny i koszyczka. Po ok. pół godzinie, miałem jedno branie, ale nie udało mi się zaciąć, po kilku minutach drugie i wyciągnąłem przyzwoitego karasia. Chciałem mu zrobić zdjecie, ale niestety moja żona zapewne znudzona oddaliła się w nieznanym kierunku, wraz z aparatem, a ja oczywiście nie wyciągnąłem siadki z samochodu.
Robię tak coraz częściej, gdyż i tak złowione ryby zaraz wypuszczam. Pomyślałem sobie, dobrze, się zaczyna. Niestety byłem w błędzie, nastepna godzina i nawet trącenia ryby. Ani jeden, ani drugi kij „nie dawał oznaków życia”. Żona zniecierpliwiona coraz częściej powtarza, że może już dosyć i żebyśmy wracali. Szczerze mówiąc nie było za przyjemnie zaczęło delikatnie popadywać, był nieprzyjemny silny wiatr.
Już się prawie dałem namówic do powrotu, a tu drgająca szczytówka pieknie się przygieła, zacinam i jest, czuje duży opór. Myślę…karp, a może lin, wiem jedno, na pewno nie karaś, chociaż on też agresywnie walczył. Ryba niestety ciągnie niebezpiecznie w pobliskie korzenie, zatopione konary drzew. Musiałem jej dużo popuścić, żeby sama z nich wypłynęła. Poszedłem razem za nią umiejętnie wyprowadzając. Po kilku minutach wyciągnąłem ok. dwukilowego karpia. Nie był to może olbrzym, ale satysfakcja i radocha ogromna. Sami zresztą wiecie jak to jest. Sobotnia wyprawa, w pełni się udała. Ryba oczywiście wróciła do wody.
Komentarze