Udało się mi z kolegą Leszkiem partnerem z drużyny wygospodarować dwa dni wolne, więc postanawiamy wybrać się nad wodę. Wszystkie zawody za nami, wreszcie można ze spokojem powędkować. W pierwszy dzień wybieramy Nowe Miasto nad Wartą, ale kierujemy się na nowo odkryte dołki, gdzie kolega z klubu Rafał połowił szczupaki. Po dotarciu na miejsce stwierdzamy, że w dołkach nie ma prawie wody. Dzwonie do kolegi, a on mnie informuje, że taki stan wody jest od lata, a drapieżnik wspaniale żeruje.
Razem z Leszkiem z niedowierzaniem patrzymy na stawki o głębokości może 50 cm. No, ale jak nie spróbujemy, to nie będziemy wiedzieć. Ja zaczynam z główki, a kolega z troka. Drugi rzut i mam okonia takiego pod 20 cm. Jestam troszeczkę zdziwiony, że w ogóle są tu ryby, no ale do boju. Kilka kolejnych rzutów nie daje rezultatu. Idę na dołek obok. Po chwili słyszę Leszka jak mnie woła. Wracam, a on na troku ciągnie ładnego szczupaka. Ryba próbuje uciekać, ale nie ma jak i co chwila wbija sie w dno. Pomalutku ze spokojem kolega ślizgiem wyciąga rybę na trawe.Jesteśmy zdziwienim skąd tutaj taki szczupak.
Ostro przystępujemy do pracy, jednak już bez efektu. Leszek postanawia iść na Wartę, a ja na starorzecze zwane czterema dębami. Udaje się pod zwalone drzewo. Zakładam obrotówkę 2 miedzianą Jaxona i do boju. Pozwalam przynęcie opaść na dno i delikatnie podrywając zaczynam skrecać. Trzy obroty korbką i jest uderzenie. Przez chwile nie mogę zobaczyć co to jest, bo ryba mocno muruje, a ja mam 16 żyłke, więc wolę nie ryzykować silnego holu. Po chwili widzę szczupaka wielkością taki sam jak kolegi. Udaje mi się rybkę wyholować.
Wracając doławiam na obrotówke ładnego okonia. Leszek złapał na Warcie dwa okonie i podobno miał pięknego szczupaka, ale niestety zewał mu żyłkę. Wyjazd możemy uznać za udany. Złapaliśmy w ciągu 3 godzin po ładnym szczupaku i po dwa okonie.
Na drugi dzień udajemy się nad Wartę do miejscowości Białobrzegi, typowo nastawieni na okonie. Zabiera się z nami mój brat Rafał. Po dojechaniu widzę żerujące bolenie i okonie przy ujściu do kanału. Łapiąc z główki z opadu nie mam brań. Postanowiłem prowadzić przynętę tuż pod powierzchnią. W ciągu kilku minut wyciągam 5 ładnych garbusków. Później okonie gdzieś odchodzą, ustępując miejsca szalejącym boleniom. Próbuję złapać któregoś, ale bez efektu. Nie mam boleniowych woblerów, a Leszek ma i rusza do boju. Kilka rzutów nie przynosi żadnego efektu.
Lekko zrezygnowany idzie kilka metrów dalej pod krzak, gdzie szaleje większa rybka. Po chwili ma branie. Biegnę do kolegi pomóc mu podebrać rybę. Nie mam woderów, a żeby podebrać bolenia ręką, bo podbieraka też nie mamy, jestem zmuszony delikatnie zamoczyć buty. Jest, udało się piękny boleń ląduje na brzegu. Szybka sesja zdjęciowa, bo szkoda rybki. Boleń ma 65 cm. Do końca wyprawy łapiemy tylko małe okonie, bo nawet bolenie przestały żerować. Drugi dzień możemy też uznać za bardzo udany. Dwa dni spędzone na łonie natury i to z ładnymi efektami. Super odpoczynek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze