Reklama

Spinning na lekko

18/06/2015 15:08

Po ostatnim wypadzie na J-02, nie byłem usatysfakcjonowany wynikami. Nic dziwnego. W końcu wróciłem o kiju. Andrzej namawiał nas na zmianę łowiska i taktyki. Mieliśmy się wybrać specjalnie na okonia, lekkie wędki, cienkie żyłki i małe przynęty. Pasiaści rozbójnicy to jeszcze kilka lat temu moje ryby nr.1. Pamiętam ile frajdy przysparzało mi łowienie na boczny trok, którym teraz łowię sporadycznie. Tak czy owak, wyjazd okoniowy zbliżał się wielkimi krokami, a na łowisku na którym zamierzaliśmy łowić, byłem ze trzy lata temu. Pamiętam, że obfitowało ono w mnóstwo okonia, ale niewielkiego. Takiego maksymalnie 15 cm. Nie jestem fanem łowienia maluchów, ale nadzieja na większe sztuki skutecznie mnie napędzała. Jak pisałem kilka miesięcy temu, na okonia mam dwie wędki. Wklejankę 5-15 i delikatnego pickera. To właśnie pickerem najlepiej mi się łowi na boczny trok, może to tylko kwestia przyzwyczajenia, ale czucie przynęty naprawdę jest super. Swoją szczupakówkę postanowiłem zostawić w domu, wraz ze skrzynką z większymi gumami. Tak aby nie korciło...

Gdy dotarliśmy na miejsce, zauważyliśmy tylko jedną łódkę, po krótkiej rozmowie i załadowaniu sprzętu, wypłynęliśmy na łowisko. Pełni zapału z uśmiechami na ustach zaczęliśmy obrzucanie pobliskich trzcin. Długo trzeba było czekać na pierwsze branie, dopiero po czterech godzinach rzucania, coś się ruszyło. Prawdopodobnie przez pogodę, która tego dnia pokazała wszystkie swoje odcienie. Od bezchmurnego nieba i pięknego słońca, poprzez silny wiatr i chmury, aż po deszcz. Takie huśtawki ciśnienia, nie wróżyły nic dobrego. Lecz ta pierwsza ryba dała nadzieję. Odstawiłem blaszki i zacząłem łowić bocznym trokiem. Kilka razy zmieniałem kolor zanim trafiłem, lecz warto było. Już od pierwszego rzutu na oliwkę z czarnym brokatem, miałem fajne brania. Ryby wielkością nie powalały, ale po kilku godzinach biczowania wody obrotówkami, taka odmiana bardzo cieszyła. Co rusz wyciągaliśmy maluchy, takie 10-15 cm. Zabawa była przednia, ale przyjechałem po większe sztuki, wróciłem więc do większych gumek. 

Reklama




Na jasne nie było efektów, więc spróbowałem coś ciemniejszego. Już pierwszym rzucie miałem branie, całkiem fajny okonek po chwili wylądował w mojej ręce. Posłuszeństwa odmówiła kamera. Okazało się, że na starcie mam w połowie tylko naładowaną baterię. Trzeba oszczędzać baterię... Dobrze zrobiłem, bo jakiś czas później, Roman, zmęczony już łowieniem maluchów, założył 10cm lunatica. Tego samego, który spisał mi się na otwarciu sezonu. Drugi rzut, patrzę, a jego wędka zaczyna pompować. "Siedzi", kij ładnie się wygiął i nagle cisza. "Poszedł, ale był ładny"... Pewnie zaczep - powiedziałem, ledwo zachowując powagę. "Sam jesteś zaczep!"...

Reklama

Wiem, wiem - uśmiechnąłem się pod nosem, na moje oko miał 60 - 70 cm. Trzy rzuty później, a jego wędka znowu się wygina, lecz tym razem jest inaczej. Szczupak robi świecę, ale przynęta tylko delikatnie wystaje z pyska. Szybkie podebranie i jest, 58 cm. Szału nie robi, ale czucie prawie sześćdziesięciocentymetrowego szczupaka to już frajda. W tym momencie zerwał się wiatr i zaczęło padać. Wraz z pierwszymi kroplami deszczu, padła decyzja o spłynięciu na kawę. Jeszcze tylko ostatni rzut...Zaczep? Siedzi! Mój lekki spinning wygiął się jak banan, hamulec pięknie pracował oddając żyłkę. Na plecionce już bym, cię miał - pomyślałem. Chwilę później kolejny szczupak ląduje w podbieraku, także 58 cm. Łowiący do tej pory na obrotówki Andrzej, zmienił zdanie i też założył gumę. Do godziny 20:00 trafiały się pojedyncze małe okonie, dopiero po tej godzinie coś się znowu ruszyło. Wiatr ucichł, a na wodzie zapanowała flauta. Lustro wody się ożywiło, drobnica podeszła pod powierzchnię, a wraz z nią drapieżniki. Namierzenie miejsca żerowania okoni nie było problemem. 


Reklama


Zmiana gumy na predatora mannsa nr.1 okazała się być strzałem w dziesiątkę. W ciągu 15 minut złowiliśmy kilka okoni takich około 30 cm, a Romek trafił jeszcze szczupaka. To zakończenie dnia zdecydowanie podniosło nasze morale. Wyjazd można zaliczyć do udanych, bo atmosfera panująca na łódce była super, a waleczne ryby tylko zwieńczyły ten wypad.

Do zobaczenia nad wodą!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama