Reklama

Spinning, wodery, cisza i bóbr

04/01/2012 21:13
Pewnego czerwcowego popołudnia wybrałem się z wędką na niewielką rzeczkę pstrągową .Pogoda piękna zachęcała do połowów i napełniała optymizmem w łowieniu kropkowanych rybek .Uzbrojony po zęby liczyłem na coś ekstremalnego coś co powali mnie w tym sezonie (2011) na kolana.Nowe spodniobuty sprawowały się idealnie brodząc w wodzie pędzony przygodą i żądny połowu kropków czułem że coś na mnie czeka .Penetrując każdy kawałek rzeki różnymi przynętami spragniony puknięcia aż cały drżałem z podniecenia.Po około 20min połowu jest pierwszy kropek mały ale cieszy że przynajmniej coś bierze i że na pewno coś jeszcze złowię .Po przejściu około kilometra zacinam jeszcze dwie rybki podniecenie rośnie .Brodząc dalej dochodzę do wolno płynącego odcinka o głębokości około 1-1,2m widząc spławiającą się rybę zastygam w bez ruchu znów zaoczkowała czyli wszystko idealnie nie spłoszyła się .Powoli przechodzę do natarcia podniecenie jednak daje o sobie znać źle wykonany rzut nie przynosi spodziewanego efektu . Przed następnym rzutem który tym razem miał być celnym postanowiłem wziąć trzy głębokie oddechy niestety po trzecim oddechu na odległości około półtora metra przede mną pojawia się wielki bóbr w pysku trzymający kępę wierzbowych gałązek . Po chwilowym kontakcie ze mną słyszę wielki grzmot ogona o wodę jak by ktoś głazem w wodę cisnął fale po obydwu stronach brzegu rzeczki, bóbr w panice a ja miałem miałem przeżyć coś ekstremalnego więc powiem że mało brakowało a narobił bym w te nowe spodniobuty ze strachu i to ekstremalnie rzadką kupą :D
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama