Połowa miesiąca, piękny słoneczny, przedświąteczny dzień w środku tygodnia. Jak więc nie skorzystać z okazji i nie wyskoczyć, chociaż na kilka godzin nad Wartę ze spinningiem. Przyjechaliśmy z Kolegą na wybrany odcinek rzeki, który odwiedzaliśmy jesienią ubiegłego roku. Niski poziom wody odsłonił nam elementy koryta, których dotychczas nie było nam dane oglądać. Niewielkie kamieniste główki, niegłębokie, ale niezwykle ciekawe rynny ze wsteczny prądem pod zwisającymi do samego lustra wody gałęziami drzew, ledwo dostrzegalne dotychczas przykosy i jakże odmienione klatki. Wszystko to niezwykle cieszy oko wędkarza i pobudza niesamowicie wędkarską wolę walki. Ruszamy pod prąd obławiając jak najdokładniej naprzemiennie bony, wymieniając co jakiś czas spostrzeżenie znad wody. Krótko przed południem zrobiło się bardzo ciepło. Dlatego też znalazłem stanowisko na początku bony, pod gęstymi krzakami, które dawały mi schronienie pod słońcem.
Wygodnie usadowiłem się z dala od lustra wody na szeroki nadwarciańskim kamieniu, ugasiłem pragnienie kilkoma łykami schłodzonego browarku, lustrując przy okazji koryto rzeki. Miejsce to pozwalało mi na sporą swobodę w obławianiu napływu , a także sporego odcinka z prądem rzeki. Przy ostatnim łyku złotego napoju, na wstecznym prądzie spowodowanym krótką ale szeroką boną, tuż pod samym brzegiem nad który zwisały wcześniej wspomniane gałęzie nastąpiło potężne uderzenie. Ledwo zdążyłem podnieść głowę i skierować wzrok w tym kierunku, a tu kolejne „łubu du”. Po chwili usłyszałem głos Kolegi. Marku, to najprawdopodobniej piękny boleń. Kolega nie mógł dosięgnąć tego miejsca z powodu wspomnianych gałęzi, więc postanowiłem posłać na wodę, jednego ze swoich ulubionych woblerków, pływających, pręgowanego, błękitno srebrnego Jaxona, maksymalnie daleko w nurt.
Następnie pozwalałem mu nieść się z nurtem, praktycznie aż do szczytu następnej bony, a następnie wprowadzałem go do wstecznego prądu, w rejon ataków drapieżnika. Jednak pomimo wielokrotnych wysiłków, cwaniak nie reagował na moją przynętę. Jak na złość po chwili widzę jak kolega energicznie zacina i walczy z jakimś drapieżnikiem. Mówię sobie trudno, był lepszy i po prostu mnie uprzedził. Dynamiczny hol i po chwili podbierak ląduje do wody. Nie minęło pięć sekund, dosłownie zdążyłem odwrócić głowę, jak Kolega dosłownie krzyczy „Marek, choć szybko, musisz mi pomóc”. Bez żartów mówię sobie pod nosem, przecież nie wyglądało mi ta ryba na jakiś okaz. Jednak jak Kolega prosi, więc ma chyba powód i nie będę dyskutował. Opuszczam swoją oazę i podbiegam do stanowiska Kolegi na sąsiedniej bonie.
Rzut okiem na twarz Kolegi i widzę niesamowity obraz. Oczy jak stara pięciozłotówka z rybakiem. Co u licha? Kolega klęczy trzymając jedną ręką szczupaka w podbieraku tuż za głową. Druga ręka bez ruchu tuż przy pysku szczupaka. Zdębiałem jakem Dębicki. Dopiero po słowach Kolegi, pomóż odczepić, zrozumiałem cały tragizm sytuacji. Szczupak zapiął się pięknie, niegłęboko za ogonową kotwiczkę woblerka, też bole nowego, natomiast podczas próby wyhaczenia, brzuszna kotwiczka woblerka wbiła się głęboko w serdeczny palec ręki, która chciała go uwolnić i zwrócić wolność.
Każde podskoczenie ryby boleśnie raniło skaleczoną dłoń Kolegi i dlatego po prostu wołał pomocy. Szybko więc poszły w ruch szczypce wędkarskie, które uwolniły rybę z kotwiczki. Po krótkiej operacji udało się też wspólnymi siłami uwolnić z kotwiczki nieszczęśnika. Wędkowaliśmy jeszcze dobre dwie godzinki, zachowując tym razem szczególną ostrożność. Mi na wspomnianego woblerka po niespełna dwudziestu minutach, także udało się złowić podobnego szczupaczka, który obdarował mnie piękną fotką.
Cieszymy się szczęśliwym zakończeniem zdarzenia z kotwiczką w palcu, cieszymy oczy kursującymi po Warcie stateczkami, wygrzewającym się na słońcu padalcem i przepiękną nadwarciańską przyrodą. Pełni wrażeń po kilku godzinach, zrelaksowani wracamy świętować do swoich domów.
P.S. Okazuje się, że zawsze dobrze jest mieć ze sobą na wędkowaniu jakieś solidne szczypce, środek odkażający i jakiś drobny opatrunek, czy też paczkę plastrów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze