Reklama

Spinningowy weekend majowy - uwalniam duże drapieżniki

04/05/2009 11:24
Uwalniam duże szczupaki.
Wielkie otwarcie sezonu szczupakowego za mną a efekty jakieś takie mizerne. No nie powiem, brań było sporo z tym że głównie gryzły „podkalibrowe” albo niewiele większe i nie pomogły żadne super woblery, gumy czy inne cuda. W porównaniu z rokiem ubiegłym (tylko 1-szego maja – 13 szt. wyjętych 12 uwolnionych w rozmiarach 47-83cm) to totalna mizeria. To samo u pozostałych kolegów – albo krótki albo nieco powyżej wymiaru. Pomijając wpływ księżyca, kryzys, wiatr ze wschodu i inne plagi, widać, że coś jest nie tak. A gdy jeszcze spojrzy się w kwietniowy numer WW w artykuł „wielkie ryby 2008”, to niestety staje się jasne, że za obecny stan bezrybia odpowiadamy w dużej mierze my sami. Otóż, we wspomnianym wyżej artykule podano, że w ubiegłym roku ilość okazów karpia zgłoszonego do komisji rekordowych połowów, przekroczyła wszelkie przewidywania, bo wyniosła 235 okazów z czego 75 karpi miało normę na złoty medal a 17 sztuk przekroczyło masę 20kg !!!!!! Dalej autorzy podają, że 12 lat wstecz wszystkich zgłoszonych karpi w historii „Rekordów na plan” o masie ponad 20kg było zaledwie 14 a dziś za jeden sezon jest ich więcej!!?? Dla porównania szczupaków zgłoszono tylko 95 sztuk z czego zaledwie 24 na „złoto”. Gdy jeszcze wziąć pod uwagę, że spinningistów i łowiących na „żywca”, jest znacznie więcej niż karpiarzy, to te liczby mówią same za siebie!!! Dzięki temu, że łowcy karpi stosują zasadę „złów i wypuść” mogą polować na okazy a my „poławiacze śledzi”, jesteśmy skazani na ryby krótkie, albo ledwie wymiarowe.
I co teraz powiedzą „rybożerni”, którzy pakują do torby szczupaki powyżej 70-80cm? Pewnie to, że im wolno, przecież przepisy nie zabraniają. Wolno, to im głowy pracują i liczyć nie potrafią, ile lat musi upłynąć, by szczupaczek stał się metrowym „szczupakozaurem”. Być może sądzą, że drapieżniki jak krąpiki, jest ich w wodzie tak dużo, że nie można tego wędką wyłowić. Dodajmy do tego kłusownictwo, kormorany, wydry i człek zaczyna się dziwić , że ten szczupak jeszcze w naszych wodach żyje. A żeby pokazać co ten nasz „kaczodzioby” potrafi, przytoczę tu zdarzenie z dnia drugiego maja bieżącego roku. Godziny popołudniowe – ok. 15-tej łowię esoxy z kładki. 2szt złowiłem dwa się spięły. Złowione wróciły do wody bo codziennie szczupaka jeść to przesada. Jeden z tych uwolnionych stał pod kładką z której łowiłem i odpoczywał po wyholowaniu go. Minęła godzina, spiner schowałem do pokrowca i zająłem się łowieniem białorybu. Tymczasem „gość” pod kładką zdawał się być coraz bardziej agresywny, bo gdy do wody wróciły 3 może 4 a potem kolejne 2 płotki to wykonał dwa następujące po sobie niecelne ataki. Następna wypuszczona 20cm płoć już nie miała tyle szczęścia co jej poprzedniczki i w ułamku sekundy znalazła się w paszczy „krokodylka” mierzącego ok. 47cm. Słońce prażyło niemiłosiernie. Moja piękniejsza połowa opalała się czytając jakowyś bestseller i gdy jej pokazałem jak owa płotka znika w dziobie esoxa, stwierdziła, że szczupaki powinno się wszystkie wyłowić, by nie mordowały tych „biednych” płotek. Holowałem tego kaczodziobego przez 20-30sek z dość znacznej odległości i to że zregenerował siły tak szybko napawa optymizmem i powinno być zachętą dla sceptyków uwalniania ryb drapieżnych by wkroczyli na właściwą drogę.
Połamania kija.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama