Reklama

Spławiki TiM - 30-lecie firmy

23/02/2009 15:12

Ze spławików firmy TiM miał okazję skorzystać chyba niejeden wędkarz. Szeroka gama różnych modeli unikalnych spławików z charakterystycznym logo, już od 30 lat gości w sklepach wędkarskich na terenie całej Polski, ciesząc się niesłabnącą popularnością fanów wędkarstwa. O okrągłej rocznicy działania TiM-u i planach na przyszłość z wieloletnim właścicielem firmy – Maciejem Skrzetuskim, udało nam się chwilę porozmawiać podczas niedawnych Targów NA RYBY 2009 w Warszawie.



- Gdyby miał Pan podsumować te 30 lat pracy, które momenty z życia firmy uznałby Pan za najważniejsze?

- Było ich kilka, ale bez wątpienia pierwszy, najważniejszy, to założenie firmy – wtedy jeszcze Bals-Sport, przez mojego tatę w 1979 roku. Można się tylko domyślić, jak wtedy wyglądał rynek – nie było tradycyjnych sklepów ze sprzętem wędkarskim, które mamy dzisiaj. Zamiast nich miłośnicy łowienia mogli kupować np. spławiki w sklepach „tysiąc jeden drobiazgów”, choć określenie sklep mało do nich pasuje. To były bardziej kąciki z różnymi akcesoriami. Kolejny etap działania firmy wyznaczyła współpraca z wielką firmą, która całą produkcję dystrybuowała do Niemiec. Ostatni fakt – to rozpoczęcie samodzielnej działalności od 2000 roku, przejąłem interes po rodzinie i sam stanąłem na czele firmy.

- A jeśli chodzi o produkcję?

- Nic się przez te lata nie zmieniło jeśli chodzi o sam sposób produkcji, ale znacznie wzrosła jej skala, myślę, że spokojnie o jakieś 1000 procent. Zainteresowanym przypomnę, że zmiana nazwy firmy z Bals-Sport na TiM była podyktowana czysto praktycznymi względami. W momencie, kiedy trzeba było wprowadzać nazwę na spławik, nie było szans, aby umieścić starą nazwę, zwłaszcza na małych modelach. TiM można za to spokojnie umieścić nawet na spławiku o średnicy 3mm.

- Zaobserwował Pan w przeciągu tego czasu nowe tendencje jeśli chodzi o spławik?

- Oczywiście. Wcześniej wędkarze częściej stosowali cięższe spławiki, teraz zdecydowanie mniejsze, czyli od 0,1g podstawowe to1g do 3 g. W przypadku kolorystyki jest to kwestia bardzo indywidualna, chociaż patrząc z naukowego punktu widzenia idealny spławik powinien być biały, bo taki jest brzuch ryby itd. Inna sprawa, jeśli łowimy powyżej 3 m, to ryba i tak nic nie widzi, czyli kolor nie ma żadnego znaczenia. Kolor jest bardziej przydatny wędkarzom, żeby były widoczne po zmroku. Nie oszukujmy się, spławik ma być ładny, ma przyciągać wzrok …

- TiM to firma z rodzimą tradycją, ale dobrze znana na zagranicznych rynkach. Jak wygląda współpraca z zewnętrznymi dystrybutorami?

- Jeśli mówimy o rynku wschodnim, to zdecydowanie mogę powiedzieć o sukcesie. Chciałem w ubiegłym roku rozpocząć współpracę z Niemcami, ale stawiali złe warunki – nie chodziło o cenę czy kolorystykę. Problem polegał na tym, że na spławikach chcieli mieć swoje logo z nazwą i to w przeciągu dwóch tygodni od zamówienia. Byłem w stanie na to przystać, ale tylko w momencie, kiedy złożą zamówienie jesienią, abym mógł spokojnie zdążyć z produkcją. W ubiegłym roku byłem na targach w Niemczech w roli obserwatora, żeby zorientować się jak branża pracuje u nich. Kolejne targi odbędą się w przyszłym roku i pomimo początkowego zniechęcenia, poważnie rozważam swoje uczestnictwo, ale tym razem w roli wystawcy. Planuję ekspansję na Zachód, a jak będzie, zobaczymy…

- A wschodni sąsiedzi?

- Współpraca z takimi krajami jak: Rosja, Łotwa, Litwa, Ukraina i Białoruś układa się bardzo dobrze. Producenta najbardziej interesuje sprzedaż – wygrywają te firmy, które sprzedadzą najwięcej produktów i Wschód pod tym względem działa wzorowo.

- Mówi Pan o poszerzaniu rynku, rozwoju firmy, a co z kryzysem gospodarczym, o którym mówi się od dłuższego czasu? Branża wędkarska ma się czego bać czy nie, temat jest bardziej podsycany przez media, niż faktycznie istnieje?

- Myślę, że straszą nas całą tą recesją gospodarczą. Ja osobiście tego nie odczułem, ale z bardzo prozaicznego względu, po prostu w naszej branży obecnie nie ma sprzedaży, bo sezon na spławik trwa od marca do września. U mnie kryzys spowodował jedynie wyczekiwanie, np. mógłbym zatrudnić 2,3 osoby w styczniu, ale postanowiłem poczekać do targów, żeby zobaczyć, co będzie działo się dalej z zamówieniami. O ewentualnym kryzysie tak naprawdę powinniśmy porozmawiać w lipcu, ponieważ kontrahenci zamawiają i kupują produkty od jesieni, na wiosnę zamawiają po raz kolejny i tak naprawdę dopiero ich drugie zamówienie pokaże czy mamy do czynienia ze spadkiem dobrej koniunktury – jeśli zamówienia będą normalne, typowe, to znaczy że jest ok i żadnego kryzysu nie ma. Poczekamy, zobaczymy…


rozmawiała Martyna Mikulska

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama