Reklama

Spontaniczna wyprawa na Jezioro Drwęckie

27/03/2012 21:08
Dziś po raz pierwszy w swoim życiu będę opisywał na blogu, myślę, że mi dobrze pójdzie he:)

Dnia 24.03.2012r. byłem w pracy na pierwszej zmianie( pracuje w Kauflandzie jestem kierownikiem magazynu) zadzwonił do mnie kolega, czy bym nie wybrał się z nim na ryby??? HM myśle sobie jestem w pracy i kończę dopiero zmianę o 13 więc powiem mu, że odpadam i nie jadę, ale też sobie pomyślałem, że mam kilka nadgodzin do odebrania od swojego szefa, więc postanowiłem, że jadę z nim.

Po tym jak kolega mi powiedział o której(11:00) jedziemy na rybki i na jakie jezioro oczywiście jednomyślnie wybraliśmy jezioro Drwęckie koło Ostródy. Więc jak się już dogadałem z szefem czy mogę wyjść z pracy przed 11, po przyjęciu wszystkich dostaw i zadaniu wszystkim pracownikom zadań do wykonania zgodził się za co mu bardzo dziękuje spoko chłop z niego też wędkarz. Gdy już wróciłem do domu przygotowałem sprzęt czyli Quivera Dragona Tytan o cw od 20-40 i winlepicera Jaxona charisme, szybko sie spakowałem i ruszyłem do kolegi, kolega kupił kukurydze, pinke, dzikuna, Dendrobene i zanety Dragona Elite jakaś nowa ale dobra, dobrze się lepi i szybko pracuje mieliśmy też trapera feeder ale ta już się nie nadaje na stojące wody za mocno się klei do koszyka słabo pracuje.
Zanim dotarliśmy do łowiska trzeba było przejść odcinek 500 metrów przez las ścieżką w strone ośrodka wypoczynkowego Bajka. Po dotarciu na łowisko trochę się zmachaliśmy byliśmy tam gdzieś koło godziny 12 i zaczeliśmy sie rozkładać, woda była spokojna zero fali i słonecznie. Sprzyjająca pogoda na łowienie metodą drgającej szczytówki, więc byłem z kolegą bardzo zadowolony z tego i z zapałem szybko sie rozłozyliśmy wcześniej zrobiliśmy sobie zanętę uatrakcyjniłem ja pinka. Wykonałem kilka rzutów żeby precyzyjnie zanecić łowisko użyłem klipsa na szpuli po czym go odpiołem. Przez pierwsze dwie godziny nie miwliśmy wogule brania kolega sie już denerwował bo jest strasznie niecierpliwy i postanowił rozpalić ognisko, wcześniej kupił kiełbase i jakieś kajzerki. Podczas gdy kolega rozpalał ognisko, nastąpiło u mnie silne branie więc zaciołem i czuję duży opór więc kumpel asystował mi podbierakiem trafił mi sie piękny leszcz dokładnych rozmiarów nie znam ale jest szerszy od mojej klatki piersiowej, co bedzie widać na zdjęciach kolega był pod wrażeniem, bo nigdy nie złapał jeszcze tak dużego leszcza. Po wykonaniu kilku fotek z rybką postanowiłem ją wypuścić jako pierwszą rybkę na otworzenie sezonu zawsze tak robię nie wiem czemu ale zawsze tak mój ojciec robił na otwarcie sezonu wędkarskiego. Po złowieniu tego leszcza złapaliśmy jeszcze kilka dorodnych Wzdręg i płoci.
Podsumowując wyprawę jestem bardzo z niej zadowolony pomimo tego, że byłem w pracy ale tak kombinowałem, że udało mi sie przekonać szefa zeby mnie puścił wcześniej z pracy. Pozdro ziomkom którzy lubią wyprawy na spontanie
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama