Jest to mój pierwszy wpis, więc proszę o łagodne podejście :)). Dzisiaj z ojcem i wujkiem był plan aby pojechać na Cegielinke w Szczecinie, taty kolega z pracy mówił, że ruszył się Leszcz. Plan był taki, że ja z tatą mieliśmy przyjechać na 6 rano a wujek godzinkę później. Tak też się stało, tylko, że z niewiadomych przyczyn wujek przyjechał później. Gdy przyjechaliśmy, już rozwinęliśmy sprzęt ja rozrabiałem zanętę, widzieliśmy, jak osoby już ciągną duże okazy. Łapaliśmy na metodę z koszyczkiem. W koszyczek poszła zanęta Dragon XXL Leszcz, która była strzałem w dziesiątkę. Na haczyk nr. 4 niebieski ownera pęczek rosówek. Niestety prąd wody dzisiaj był przeraźliwie mocny, taki który ściągał nasz zestaw, który ważył 80gr. Ale nie traciliśmy nadziei. Przez 3 godziny nawet brania nie było. Potem dolałem wody do zanęty, która długo trzymała się w koszyczku i dłużej utrzymywała ryby. O godzinie 10 nastąpiło mocne branie, które rozpoczęło całą zabawę. Wyciągaliśmy co chwila nie leszcze, lecz rozpióry... a nie to było naszym celem. Ale po 30 min. obie wędki zaczęły wariować szybkie zacięcie i na obu wędkach meldują się 2 leszcze . 1 ważył 1,73 a drugi 1,30. U wujka również obie wędki wariują zacinamy i niestety tylko 1 udało się wyholować ważył 1,10. Jeszcze jednego udało nam się wytargać i brania ustały. Pózniej wujek zaczął się zwijać . Postanowiliśmy zostać jeszcze godzinkę. Gdy wujek odjechał brania znowu nastąpiły na obu wędkach naraz, lecz tylko mi udało się wyholować , był to największy okaz dnia, ważył równe 2,000. Posiedzieliśmy godzinkę i nic już nie brało, postanowiliśmy się zwinąć i wracać do domu. Tak zakończyła się moja dzisiejsza zabawa z Leszczami.
Komentarze