Staw w Pruszkowie nie należy do łatwych łowisk. Podawane na zawodach spławikowych, ogromne ilości zanęt i to najwyższej pułki, zmieniają zachowania ryb na tyle, że nie łatwo skusić je na pospolity poczęstunek. Przy tym obfitość chleba podawanego przez spacerowiczów, zamieniana następnie na smużące odchody kaczek i łabędzi, nie przybliżają ryb do wędkarza. To wędkarz musi się je odnaleźć i wiedzieć gdzie i czym zanęcać. Ryby, w szczególności karpie, nie opacznie zdradzają miejsce swego bytowania a oko wędkarza musi je szybko odkryć. Niejednokrotnie wymagać to będzie opanowania dalekich i precyzyjnych rzutów. Koszyki zanętowe powszechnie mocowane na zakrzywionej rurce, nie pozwalają rzucić na odpowiednią daleką odległości i trafić precyzyjnie w miejsce ich bytowania. Pomoże nam w tym, lepiej zachowująca się w powietrzu sprężyna, o bardzo prostej konstrukcji i możliwa do wykonania we własnym zakresie. Pierwsze przeze mnie wykonane sprężyny, posiadały 6 żeber. Forma była wykonana z prezentowanego na zdjęciu sześciokątnego pręta. W praktyce sprawdziły się bardziej sprężyny z 4-ma żebrami z drutu 1mm. Obowiązuję przecież zasada:, „gdy zanęta jest w koszyku, nie ma ryby na haczyku”. Pierwszy etap ich wykonania, to osadzenie w kulistym gnieździe stalowych wąsów i zalanie ich ołowiem. Analogicznie, w tym samym gnieździe, po ukształtowaniu wąsów, należy zalać drugą stronę korpusu. Pozostało tylko zakleszczenie plastykowej rurki i gotowe. Ilość użytego ołowiu powinna być dopasowana do parametrów posiadanego sprzętu. Moje sprężyny o wadze ok. 35 gramów, sprawdziły się doskonale przy połowie fedderem, zarówno karpi jak i leszczy. Sukces nad wodą, w wielu przypadkach rodzi się za sprawą drobnych subtelności. Do takich właśnie subtelności zaliczam prezentowaną sprężynę, która umożliwia, łowienie również na "metodę". - Pozdrawiam, to przyniesie Wam sukces!.
Komentarze