Wprawdzie pora roku nie ta, ale chciałbym kolegom wędkarzom przedstawić i opisać - szczególnie młodszej braci, sprzęt używany do kruszenia tafli lodowej. Wiadomo, że w czasie mrozów lustro wody skute jest grubym lodem i aby pokonać jego warstwę używa się różnych narzędzi. W latach 70 i 80-tych ubiegłego stulecia, wędkarstwo podlodowe zaczęło wkraczać na nasze łowiska.
Na rynku krajowym praktycznie nie było sprzętu do tych połowów, wychodzący na lód wędkarze używali do rąbania tafli zwykłe siekierki lub toporki z gospodarstwa domowego. Jako, że potrzeba matką wynalazków, zaczęto wyrabiać "domowym sposobem" w warsztatach ślusarskich tz. pierzchnie. Były to przedmioty wykonane z metalowej części kującej lód i przeważnie drewnianego uchwytu - trzonka. Część tnąca zrobiona była z metalu np. budowlanych prętów zbrojeniowych, samochodowych piór resorowych lub stali narzędziowej.
Chodziło o to, aby metal był dość twardy i nie tępił się przy uderzeniach o lód. Zasadą przy wyrobie tych pierzchni było to, że im grubszy lód tym cięższa i masywniejsza jej konstrukcja. Ważnym elementem było zamocowanie na końcu uchwytu linki, którą oplatano wokół nadgarstka. Zabezpieczało to wyśliźnięcie się pierzchni przy nagłym i niespodziewanym przebiciem się przez lód. Co przy łowieniu na głębokich zbiornikach groziło utratą pierzchni lub toporka. Po erze pierzchni nastąpiły czasy wierteł do lodu.
W sklepach, wówczas sportowych nie było tych świdrów, wprawdzie można było wielkim staraniem dostać wiertło prod. szwedzkiej, ale było bardzo drogie. Dopiero najazd handlarzy zza wschodniej granicy zarzucił nasz rynek dość dobrymi i nie drogimi wiertłami produkcji rosyjskiej. Sprzętu było dużo i o rożnych średnicach pióra tj. 115, 130 i 150 mm. W późniejszym okresie pokazały się też wiertła naszej produkcji, jednak gatunkowo ustępowały tym zza granicy. Aktualnie w sklepach wędkarskich mamy duży wybór różnych wierteł, no ale mamy też i inne czasy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze