Reklama

Srebrzysty karaś na feeder - na otarcie łez

14/10/2014 21:23

Karaś srebrzysty na otarcie łez.
Od pewnego już czasu, po okresach przeziębienia w rodzinie, ciągnęło mnie nad wodę okrutnie, tym bardziej, że zamierzałem po raz pierwszy w tym sezonie zapolować na drapieżnika z żywcówką. Niespełna dzień przed wyprawą, misternie układane plany spaliły jednak na panewce i zmuszony byłem przyjąć wersję awaryjną. Wszystko przez Basię, żonę Kolegi, która zaplanowała troszeczkę inną wersję spędzenia wolnego czasu. Trudno, mówię sam do siebie. Dziewczyna jest w porządku, więc nie ma się co gniewać, a szybko trzeba przyjąć wariant awaryjny.
W związku z tym, że żona miała w planach wizytę u wnuczki, postanowiłem ją podwieźć na obrzeża Poznania, a samemu skorzystać z dobrodziejstwa pobliskiego łowiska. Pomimo południowej pory ruszyłem ochoczo nad wodę i znalazłem się nad łowiskiem Dąbrowa około 11.00. Pasowało mi to tym bardziej, że przed 17.00 musiałem odebrać żonę od dzieci, zgodnie z uprzednią umową. Łowisko Dąbrowa tuż za miastem, całkiem sympatyczna właścicielka i na dodatek parę godzin można spędzić w spokoju na świeżym powietrzu. Oprócz żywcówki zabrałem z sobą lekkiego feederka z nowej serii Jaxona Grand Virtuoso 25-75g, z dodatkowym elementem EXT, umożliwiającym zmianę długości z 360 do 390cm, paczkę zanęty lin, karaś Trapera i puszeczkę kukurydzy.
Pierwsza i druga godzinka przeleciała jak z bicza strzelił i w związku z brakiem konkretnych brań zacząłem się trochę niespokojnie rozglądać po łowisku, co słychać u innych wędkarzy. Z lewej na cyplu było branie i piękny hol upamiętniony na filmiku. http://youtu.be/Z3y-8r8co-8.
Na drugim brzegu też wędkarz odnotował branie, a u mnie totalna cisza.
Żywiec umieszczany raz bliżej, raz dalej też nie skusił nawet najmniejszego drapieżnika.
Zrobiła się prawie 16.00, a tu poza kilkoma puknięciami na feederku echo! No nie powiem, że trochę mnie ta sytuacja znudziła i zaniepokoiła. Zacząłem już rozważać, czy dobrze zrobiłem stosując w tym miejscu typowo zanętę lin karaś. W tym samym momencie notuję dwa leciutkie pstryknięcia na szczytówce feedera, a następnie potężne pociągnięcie zestawu, które wygięło wędzisko wpół. Dobrze, że wędzisko ułożone było na solidnych podpórkach i miękki zestaw zamortyzował odjazd ryby, gdyż jeszcze chwila i wędka znalazłaby się w wodzie.
Z chwilą podniesienia zestawu, bo już praktycznie zacinać nie musiałem wiedziałem, że nie będzie to karpik, gdyż nie notowałem typowych silnych odjazdów. Delikatne wędzisko pięknie amortyzowało krótkie trzepotania ryby i bez trudu stawiało opór podczas prób murowania ryby do dna. W końcowej fazie holu na przeszkodzie stanął jeszcze krzak i korzenie pod wysoką piaszczystą skarpą. Jednak rybka była już trochę wymęczona i na szczęście po krótkiej chwili udało ją się odprowadzić bezpiecznie od zawady w kierunku podbieraka. Tym sposobem na otarcie łez i zakończenie wędkowania pozostał karaś srebrzysty o wadze 1,20 kg i 37cm długości. Jedno solidne branie, ale zawsze wielka frajda.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama