Karaś srebrzysty na otarcie łez.
Od pewnego już czasu, po okresach przeziębienia w rodzinie, ciągnęło mnie nad wodę okrutnie, tym bardziej, że zamierzałem po raz pierwszy w tym sezonie zapolować na drapieżnika z żywcówką. Niespełna dzień przed wyprawą, misternie układane plany spaliły jednak na panewce i zmuszony byłem przyjąć wersję awaryjną. Wszystko przez Basię, żonę Kolegi, która zaplanowała troszeczkę inną wersję spędzenia wolnego czasu. Trudno, mówię sam do siebie. Dziewczyna jest w porządku, więc nie ma się co gniewać, a szybko trzeba przyjąć wariant awaryjny.
W związku z tym, że żona miała w planach wizytę u wnuczki, postanowiłem ją podwieźć na obrzeża Poznania, a samemu skorzystać z dobrodziejstwa pobliskiego łowiska. Pomimo południowej pory ruszyłem ochoczo nad wodę i znalazłem się nad łowiskiem Dąbrowa około 11.00. Pasowało mi to tym bardziej, że przed 17.00 musiałem odebrać żonę od dzieci, zgodnie z uprzednią umową. Łowisko Dąbrowa tuż za miastem, całkiem sympatyczna właścicielka i na dodatek parę godzin można spędzić w spokoju na świeżym powietrzu. Oprócz żywcówki zabrałem z sobą lekkiego feederka z nowej serii Jaxona Grand Virtuoso 25-75g, z dodatkowym elementem EXT, umożliwiającym zmianę długości z 360 do 390cm, paczkę zanęty lin, karaś Trapera i puszeczkę kukurydzy.
Pierwsza i druga godzinka przeleciała jak z bicza strzelił i w związku z brakiem konkretnych brań zacząłem się trochę niespokojnie rozglądać po łowisku, co słychać u innych wędkarzy. Z lewej na cyplu było branie i piękny hol upamiętniony na filmiku. http://youtu.be/Z3y-8r8co-8.
Na drugim brzegu też wędkarz odnotował branie, a u mnie totalna cisza.
Żywiec umieszczany raz bliżej, raz dalej też nie skusił nawet najmniejszego drapieżnika.
Zrobiła się prawie 16.00, a tu poza kilkoma puknięciami na feederku echo! No nie powiem, że trochę mnie ta sytuacja znudziła i zaniepokoiła. Zacząłem już rozważać, czy dobrze zrobiłem stosując w tym miejscu typowo zanętę lin karaś. W tym samym momencie notuję dwa leciutkie pstryknięcia na szczytówce feedera, a następnie potężne pociągnięcie zestawu, które wygięło wędzisko wpół. Dobrze, że wędzisko ułożone było na solidnych podpórkach i miękki zestaw zamortyzował odjazd ryby, gdyż jeszcze chwila i wędka znalazłaby się w wodzie.
Z chwilą podniesienia zestawu, bo już praktycznie zacinać nie musiałem wiedziałem, że nie będzie to karpik, gdyż nie notowałem typowych silnych odjazdów. Delikatne wędzisko pięknie amortyzowało krótkie trzepotania ryby i bez trudu stawiało opór podczas prób murowania ryby do dna. W końcowej fazie holu na przeszkodzie stanął jeszcze krzak i korzenie pod wysoką piaszczystą skarpą. Jednak rybka była już trochę wymęczona i na szczęście po krótkiej chwili udało ją się odprowadzić bezpiecznie od zawady w kierunku podbieraka. Tym sposobem na otarcie łez i zakończenie wędkowania pozostał karaś srebrzysty o wadze 1,20 kg i 37cm długości. Jedno solidne branie, ale zawsze wielka frajda.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze