Moja cierpliwość w tym sezonie do Zalewu Sulejowskiego została już wyczerpana. W czym rzecz? Siedem wypraw nad zalew z kolegą Adamem (adam56) i bez sukcesu. Nic nie brało, nic nie połowiłem. Co dziwne Adam również siedem razy wracał o kiju. Już zaczęliśmy się zastanawiać, który z nas ma pecha. Wątpiwości nadal pozostawały. Wpadłem nawet na pomysł aby zabrać ze sobą innego kolegę i całą naszą gorycz przelać na niego. Znam wędkarzy i z mojego koła i z kół z Tomaszowa Maz., którzy łowili i łowią dorodne leszcze a my kicha - nic.
No w końcu jest przełamanie złego fatum i to podwójne. Już w ubiegły piątek 7 sierpnia były pierwsze wyniki. Wybraliśmy się nad zalew do miejscowości Zarzęcin. Jest tam piękna, duża i głęboka zatoka w której łowiono już dorodne leszcze. Trafiały się i karpie. My na to miejsce mówimy "dąbek". Nad wodą jesteśmy o 4.30 a że tego dnia pogoda była pod psem rozwidniać zaczęło się dopiero po piątej. Nad wodą było pusto, żadnych wędkarzy - gdzieś w oddali na cyplu zobaczyłem znajomy parasol. To byli nasi kumple z koła Jacek i "Złociutki". Byli przed nami, więc pomyślałem, że nockę zaliczyli. Krótki telefon i już wiemy, że nocki nie było a nad wodą byli tuż przed nami.
Czas brać sie do roboty. Zanęta, dodatki, swoje wynalazki do wiadra i gotowe. Pierwsze rzuty na sucho, nęcenie łowiska. Później pinki na haczyk i feedery poszły do wody. Po pół godzinie kolejne rzuty i znów donęcenie i znów nic nie bierze. - Szlak mnie zaraz trafi - mówię do Adama. Kolega uśmiecha się pod nosem. - Nie chodzi mi o ryby bo tych nie muszę zabierać do domu ale malutkie branie, choć jedno aby uwierzyć, że są tu ryby. No w końcu delikatne ugięcia szczytówki i jest mała płotka, która wędruje do wody. W tej samej chwili Adam ląduje ładnego leszcza na brzegu i widać radość na jego twarzy. - Nareszcie - westchnął. Po leszczu jest piękna płoć, na oko z 0,5 kg. - Jasna cho... u mnie nic więc wychodzi, że w tym duecie to ja jestem pechowy. W końcu i ja mam piękne branie, szczytówka mocno wygięta, zacięcie i jest podobna płoć do Adamowej. - Nareszcie - tym razem ja westchnąłem.
Tuż przed zakończeniem łowów wyjąłem jeszcze jedną ładną płoć. Zadowoleni z "sukcesu" kolejny wyjazd zaplanowaliśmy na wtorek 10 sierpnia. Wyjazd umówiliśmy na 4.00 ale, że wędkarze są bardzo punktualni wyjechaliśmy o 3.30. Miejsce połowu to samo "dąbek" nad Zalewem Sulejowskim. Nad wodą okazuje się, że miejsce, w którym staliśmy w piątek jest zajete więc przeszliśmy w lewo tam gdzie stali w piątek Jacek ze "Złociutkim". Adam z lewej ja z prawej strony krzaka.
Tym razem postanowiliśmy postawić jedną wędkę ze sprężyną a drugą feedera. Od piątej rano gdy zaczęliśmy wędkować feedery nie próżnowały. Brały małe leszczyki takie po 0,30 kg. Już nam się to znudziło i w końcu jest. Gdzieś przed ósmą Adam ma pierwsze zdecydowane branie na feedera. Piękny chol i jest dorodny leszcz. Jeszcze nie ochłonął a ma drugie branie i znów podobny leszcz jest w podbieraku. - Co jest? Z tej strony krzaka nie biorą - pytam.
Ale nie skończyłem zdania a mój feeder gnie się przy pięknym braniu. Zacięcie i również piękny leszcz jest mój. Przez godzinę mieliśmy co robić. W sumie Adam wyjął trzy leszcze a ja dwa. Satyswakcja jest duża. Po kiepskich wyjazdach w końcu moje kije poczuły rybę. Około południa kończymy występy. Mierzenie ryb na brzegu. Adama trzy sztuki to chyba rodzeństwo bo wszystkie miały po 52 cm. Mój mniejszy miał również 52 a większy 55 cm. Piękne sulejowskie leszcze, o których marzyłem. Jeszcze pamiątkowe fotki i do domu. Ale to nie było moje ostatnie słowo w tym miejscu. Właśnie rozpocząłem urlop i jeszcze tam wrócę.
Komentarze