Reklama

Sum numer jeden

05/09/2011 13:15
No i doczekałem się czegoś więcej niż okoń (choć dobry okoń nie jest zły :-) ).
Wybrałem się w niedzielne popołudnie nad Wisłę okolice Goczałkowic. Rozłożyłem sprzęt zaległem obok, siedzę i łapię promienie słoneczne, bo jak się okazało nic innego się nie chciało dać złapać, przynajmniej z gruntu. Siedzę obserwuje przyrodę, jakaś żmija zygzakowata upodobała sobie okolicę mojego łowiska i pływa tam i siam (oprócz słońca jedyna atrakcja jak dotąd). Obok mnie dwóch innych z nadziejami, ale nie wytrzymali długo 2,5 godz. bez brania i zwinęli sprzęt.
W końcu i ja nie wytrzymałem i zacząłem pakować manatki, ale podkusiło mnie jeszcze - może spining.
Jak pomyślał tak zrobił. Już druga próba dała efekt, zwijam i jest wisi SANDACZ całe 20 cm i tak co trzeci rzut sama młodsza młodzież na haku. Ale w sumie przynajmniej coś się dzieje (oczywiście wszystko ląduje w wodzie). Tak się pobawiłem jakieś 30 min i na sam koniec czuje bicie wędzisko się ugina znacznie mocniej, hamulec pracuje, myślę jest, podholowałem rybkę bliżej brzegu, pięknie się wywinęła błysnęła cielskiem i poszła po wodę znów. Jeszcze chwilka walki i jest na brzegu, ale cóż nie sandacz. Moją obrotówką zainteresował się sum, wprawdzie nie należał do rekordowych okazów (55 cm ), ale walczył dzielnie i w dodatku mój pierwszy i radochę miałem zaj.......
Rybka zmierzona, fotka zrobiona i do wody. szkoda tylko że nie miałem aparatu, zdjęcie z komórki bardzo niewyraźne.
Liczę że w tym roku coś jeszcze się trafi fajnego

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama