To był zwykły piątkowy(22-07) wieczór, w którym pomyślałem, że fajnie by było pojechać o świcie na ryby. Mam nowe łowisko w Krasnobrodzie, bo tam wykupiłem pozwolenie od kwietnia tego roku i mam już drobne efekty. Ale nie o tym chciałem napisać i już przechodzę do rzeczy. Tematem tej opowieści jest nasz „Król Rzek” czyli nasz ukochany SUM. Wieczorem w piątek po powrocie z pracy udałem się po białe robaczki i zanętę płociową bo wszystkim wiadomo, że odpowiednia płoteczka to prawdziwy skarb. Wieczorkiem postanowiłem się przygotować żeby nie męczyć się z wiązaniem zestawów do światła latarki. Z linki szczupakowej wywiązałem dwa przypony. Długi z dużym hakiem na suma i krótki z mniejszym do zestawu spławikowego. Haki i długości przyponu dobieram według własnego uznania dlatego nie podaje żadnych rozmiarów i długości ;-). W bagażniku mam wątróbkę drobiową, która musi trochę skruszeć a raczej nabrać lekkiego odorku dla lepszego efektu. W sumie to już wszystko co mi trzeba, budzik nastawiłem na 3 00 żeby dojechać na łowisko jeszcze przed świtem. I jestem na parkingu w Krasnobrodzie przy zbiorniku Olender. Wypakowałem swoje graty i idę na brzeg zająć odpowiednie stanowisko. Rozkładam sprzęt przy świetle latarki, dobrze że wszystko już gotowe. Nikogo nie widać a noc przecież nie była deszczowa i zimna. Na początek spławikówka z białym robaczkiem na płoteczki, garść zanęty. Rozkładam zestaw gruntowy i nawlekam wątrobę na hak, rzut i słyszę kilka pluśnięć. Cholera wszystko pewnie spadło. Zwijam i rzeczywiście nie ma nic. Zakładam kolejną, rzut i zostawiam jak jest obiecując sobie – jeśli nie będzie brania przez 30 min to zwijam dla kontroli. Mam płotkę, rozwijam zestaw spławikowy i nadziewam rybkę na hak. Zestaw leci daleko. Robi się jasno więc nie daję świetlika tylko ustawiam sygnalizator i żyłkę podkładam pod gumkę. Mija chyba godzina i nic się nie dzieje, jestem delikatnie rozczarowany bo nie miałem żadnego brania tym bardziej, że to pierwsza zasiadka na suma. Przerzucam kolejny raz spławikówkę dalej, to bliżej i na boki bardziej z nudów niż z poszukiwania żerowiska. Pierwsze branie jest na zestawie spławikowym, leniwie spławik chowa się w wodę i długi odjazd żyłka szybko wysnuwa się ze szpuli a sygnalizator piszczy jak szalony, krótka przerwa i znów piszczenie. Na zestawia gruntowym z wątrobą też popiskuje. No nie pewnie wpłyną mi w gruntówkę i poplątał żyłki przechodzi mi przez myśl, ale nie. Spławik się wynurza i znów chowa, nie mogę dłużej czekać i zacinam. Hol jest raczej nijaki a przy brzegu widzę mały biały brzuszek, dosłownie maleństwo, SANDACZYK. Fotka i do wody. Na gruntówce znów coś popiskuje i oooddddjjjaaazzd, nareszcie!!! To będzie mój pierwszy sum, słyszałem , że w tym zbiorniku są duże sztuki i widzę w myślach jak się miota ……. Zacinam i zaczyna się hol pierwszym odjazdem, no nie dam się wodzić za nos, podkręcam hamulec i mam drugi odjazd już krótszy i tu zabawa się kończy. Po prostu zwijam niewielką sztukę. I mam go na brzegu jest niewielki bo ma 47 cm, oglądam go z uwagą, jest piękny ale mały. Cmok na pożegnanie i wraca do wody. Jestem zadowolony bo po to w końcu przyjechałem, na spotkanie z sumem a raczej z sumkiem He He. Od piątej do ósmej nie dzieje się nic więc zwijam się do domu planując następny przyjazd.
Komentarze