Reklama

Sumowa premiera

27/07/2011 20:39
To był zwykły piątkowy(22-07) wieczór, w którym pomyślałem, że fajnie by było pojechać o świcie na ryby. Mam nowe łowisko w Krasnobrodzie, bo tam wykupiłem pozwolenie od kwietnia tego roku i mam już drobne efekty. Ale nie o tym chciałem napisać i już przechodzę do rzeczy.
Tematem tej opowieści jest nasz „Król Rzek” czyli nasz ukochany SUM. Wieczorem w piątek po powrocie z pracy udałem się po białe robaczki i zanętę płociową bo wszystkim wiadomo, że odpowiednia płoteczka to prawdziwy skarb. Wieczorkiem postanowiłem się przygotować żeby nie męczyć się z wiązaniem zestawów do światła latarki. Z linki szczupakowej wywiązałem dwa przypony. Długi z dużym hakiem na suma i krótki z mniejszym do zestawu spławikowego. Haki i długości przyponu dobieram według własnego uznania dlatego nie podaje żadnych rozmiarów i długości ;-). W bagażniku mam wątróbkę drobiową, która musi trochę skruszeć a raczej nabrać lekkiego odorku dla lepszego efektu.
W sumie to już wszystko co mi trzeba, budzik nastawiłem na 3 00 żeby dojechać na łowisko jeszcze przed świtem.
I jestem na parkingu w Krasnobrodzie przy zbiorniku Olender. Wypakowałem swoje graty i idę na brzeg zająć odpowiednie stanowisko. Rozkładam sprzęt przy świetle latarki, dobrze że wszystko już gotowe. Nikogo nie widać a noc przecież nie była deszczowa i zimna. Na początek spławikówka z białym robaczkiem na płoteczki, garść zanęty. Rozkładam zestaw gruntowy i nawlekam wątrobę na hak, rzut i słyszę kilka pluśnięć. Cholera wszystko pewnie spadło. Zwijam i rzeczywiście nie ma nic. Zakładam kolejną, rzut i zostawiam jak jest obiecując sobie – jeśli nie będzie brania przez 30 min to zwijam dla kontroli. Mam płotkę, rozwijam zestaw spławikowy i nadziewam rybkę na hak. Zestaw leci daleko. Robi się jasno więc nie daję świetlika tylko ustawiam sygnalizator i żyłkę podkładam pod gumkę.
Mija chyba godzina i nic się nie dzieje, jestem delikatnie rozczarowany bo nie miałem żadnego brania tym bardziej, że to pierwsza zasiadka na suma.
Przerzucam kolejny raz spławikówkę dalej, to bliżej i na boki bardziej z nudów niż z poszukiwania żerowiska.
Pierwsze branie jest na zestawie spławikowym, leniwie spławik chowa się w wodę i długi odjazd żyłka szybko wysnuwa się ze szpuli a sygnalizator piszczy jak szalony, krótka przerwa i znów piszczenie. Na zestawia gruntowym z wątrobą też popiskuje. No nie pewnie wpłyną mi w gruntówkę i poplątał żyłki przechodzi mi przez myśl, ale nie. Spławik się wynurza i znów chowa, nie mogę dłużej czekać i zacinam. Hol jest raczej nijaki a przy brzegu widzę mały biały brzuszek, dosłownie maleństwo, SANDACZYK. Fotka i do wody. Na gruntówce znów coś popiskuje i oooddddjjjaaazzd, nareszcie!!! To będzie mój pierwszy sum, słyszałem , że w tym zbiorniku są duże sztuki i widzę w myślach jak się miota ……. Zacinam i zaczyna się hol pierwszym odjazdem, no nie dam się wodzić za nos, podkręcam hamulec i mam drugi odjazd już krótszy i tu zabawa się kończy. Po prostu zwijam niewielką sztukę.
I mam go na brzegu jest niewielki bo ma 47 cm, oglądam go z uwagą, jest piękny ale mały. Cmok na pożegnanie i wraca do wody. Jestem zadowolony bo po to w końcu przyjechałem, na spotkanie z sumem a raczej z sumkiem He He. Od piątej do ósmej nie dzieje się nic więc zwijam się do domu planując następny przyjazd.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama