I stało się... podkręcony niepowodzeniami z dnia poprzedniego w niedzielę pojechaliśmy znowu na plażę. Łowić i się opalać :) Pogoda jak zwykle- "wyborowa". Uzbrojony w kij co zwykle, robaki te co zwykle zszedłem na plażę na prawo od falochronu. Wiatr jeszcze większy niż miało to miejsce dzień wcześniej, ale nie to się liczy. Tylko wędka, robaki i ja... Przecudowna wiadomość! Spacerowiczów na plaży jak na lekarstwo!
Pierwszy wyrzut- totalna porażka... ja nie wiem, jak fachowcy rzucają na 200m jak ja przy takim wietrze z wyrzutem 130g rzucam niewiele dalej co koszyczkiem na jeziorze! Wiedziałem, że ten dzień także nie będzie należał do "rybnych"... i słowo ciałem się stało. Efekt: 3 godziny łowienia, zero ryby... nawet babka się nie skusiła... eh... może mam zestaw obdarzony zbyt wielkimi haczykami?
Rozumiem, że leszcz nie weźmie, ale babka to chwyta haki nawet 2x większe niż ona sama :) Tak czy siak zbyt dużo wrażeń jak na jeden weekend nauki nową metodą łowienia... mam jeszcze duuużo do nauki w tej dziedzinie, i dobrze! Przynajmniej nie będę się nudził :) Pozdrawiam plażowiczów i pana co mieszka obok latarni :)
Komentarze