Reklama

Szalony szczupak z rzeki Stour

12/06/2009 10:20
Dwanaście lat temu będąc jeszcze studentem w ramach wakacji wyjechałem do pracy w Anglii. Wylądowałem w hrabstwie Kent w okolicy miasta Canterbury, gdzie jak się okazało pracować miałem przy zbiorze jabłek, gruszek i innych pomniejszych owoców. Praca była ciężka, nierzadko czternastogodzinna, często w wymiarze 6 a niekiedy i 7 dniowym w ramach tygodnia. I cóż myślałem, że przez te cztery miesiące jakoś uda mi się wytrzymać bez ryb. Gdzież tam....Po około miesiącu nie wytrzymałem i zakupiłem tamtejszy sprzęt (kosztował mnie kilka niezłych dniówek), licencję weekendową, przynęty i...na ryby.

Zaznaczę jednak, że wcześniej obserwowałem tamtejszą rzekę, która płynie przez Canterbury (przepiękne miasto, a katedra wręcz oszałamiająca). Obserwowałem tamtejszych wędkarzy łowiących głównie w Stour (tak nazywa się rzeka płynaca przez to miasto) i widziałem, że łowią tam śliczne klenie i leszcze. Rzeka wyglądała niepozornie, była płytka, w części była aż za bardzo uregulowana niemniej ryby w niej pływały.

Rzeki w Anglii, szczególnie w częściach bardziej zindustrializowanych, a do takich należy Kent, niestety są grodzone a wejście na czyjś teren skończyć się może interwencją policji. Takie mają wyczaje Anglicy od śedniowiecza - maja wysoko rozwnięte poczucie własności. Zostały mi więc odcinki rzeki miejskie i fragment rzeki poniżej miasta. Trudno, tak musiało być...

Na pierwszą wyprawę udałem sie w jedną z nielicznych wolnych niedziel, za przynętę mając białe robaki zakupione w sklepiku wędkarskim, zresztą rewelacyjnie zaopatrzonym. Po dwóch godzinach miałem na rozkładówce kilka niezłych kleni. Nie muszę dodawać, że po miesięcznym wędkarskim poście czułem się doskonale.

I nie byłoby w tym łowieniu nic nadzwyczajnego gdyby nie wydarzenie z samej końcówki połowu. Otóż przy kolejnym holu 30 centymetrowego klenia nie wiadomo skąd (dno czyste i bez roślinności), w mojego właśnie holowanego klenia zaatakował około trzykilogramowy szczupak. Był tak zajadły, że kleń został przeorany wzdłuż zębami, zresztą dwukrotnie, bo atak szczupak ponowił. Klenia wyciągnąłem, a szczupak powoli opadł na dno i właściwie wtopił się w dno. Wiedziałem, że tam jest ale za chlerę nie mogłem go wypatrzyć, mimo, że przypominam, było naprawdę płytko. Tyle adrealiny mi się wydzieliło w kilka sekund, że miałem już dość na ten dzień wrażeń.

Wyprawy na klenie powtórzyłem jeszcze dwukrotnie, łowiąc przy okazji ładnego leszcza (też nie wiem skąd się tam wziął). Wydawało mi się, że dno w tym miejscu nie może kryć 1,5 kilogramowej ryby. A jednak...

Szczupak mi nie wziął po raz kolejny mimo, ze kusiłem go wieloma różnymi przynętami. Cóż - tak to bywa.

Sprzęt wówczas nabyty w Anglii służy mi do dzisiaj - na naszych wodach.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama