Reklama

Szczęśliwcy i szczęśliwe płotki

18/04/2009 17:07
18 kwietnia 2009 umówiony jestem z kolegą Zbyszkiem na krótki wypad wędkarski ,(wędkarstwo spławikowe lekkie) na wody dobrze nam znane , ujście Nysy Kłodzkiej do zalewu Topola. Ja jako pierwszy wystartowałem tuż po południu , celem znalezienia wolnych miejsc , gdzie będziemy mogli trochę powędrować. Jest godzina 13–ta ,jestem na miejscu , sytuacja nad wodą nie wygląda dla nas pozytywnie. Jest to sobota , a więc wielu wędkarzy przyjechało nad zalew aby odprężyć swoje organizmy od całotygodniowej pracy. Większość dobrych miejsc jest już zajęta i ciężko wypatrzeć gdzie by tu się zasadzić celem naszych połowów. Stoję na moście i spoglądam z niezadowoleniem na wodę ponieważ ciężko jest z miejscami. W jednej chwili zobaczyłem że jeden z kolegów wędkarzy kończy swój dzisiejszy dzień wojaży , jest to tuż przy samym moście. Więc z mostu skrupulatnie zapytałem ,czy kolega zwalnia to miejsce?, odpowiedział tak może pan tu przyjść i siadać, jakoś dzisiaj nie bardzo brały , mam 3 płotki i parę krąpików , ale jak dla mnie to starczy. Usidławszy na tym miejscu zadzwoniłem do kolegi Zbyszka że miejsce mam, może nie za bardzo dobre ponieważ wiał od strony zalewu dość silny wiatr ale na lepsze nie było co liczyć.
Rozłożyłem wędkę (bolonkę) 6m.dłuości, gdyż na te wody wydajność jej jest najlepsza. Zestaw lekkiego połowu , żyłka główna 0,14mm i przypon0,08mm z haczykiem nr.14. Podsypałem trochę wcześniej zaparzonej białej pszenicy usiadłem na rozkładanym siedzeniu, założyłem okulary i czekam. Trwało może 5 min., spławik dwa razy podskoczył i zniknął pod wodą . Lekkie przycięcie i jest , jest pierwsza płoć , zaczęło się branie za braniem, do czasu gdy pojawił się Kolega Zbyszek miałem już pięć ładnych płotek. Wiaterek trochę ucichł i woda zrobiła się spokojniejsza. Zbyszek rozłożył swoją bolonkę i zaczęło się, rzucaliśmy wędziska obok siebie ponieważ siedzieliśmy na jednym stanowisku. Ale to niemiało żadnego znaczenia gdyż rybki brały jedna za drugą. A nawet było tak że oboje przycinaliśmy i wyciągaliśmy ładne płocie. W krótkich przerwach kiedy nie było brania ,podsypywaliśmy pszeniczką ,i jak magiczna pałeczka , zaraz płotki wracały i zabawa trwała dalej. W pewnej chwili poprosiłem kolegę Zbyszka aby uwiecznić to nasze wędkowanie. Zrobiliśmy parę fotografii i taki był finał. Połowiliśmy cztery godziny, i z zadowoleniem mogliśmy zakończyć nasze wędkowani. Sześć płotek wzięliśmy do domu , a reszta wróciła do swojej matki natury, czyli wody .
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama